Włoski horror – część druga i ostatnia

Włoski horror. Jeśli miałabym swoją przygodę w dwóch słowach opisać, to wybrałabym właśnie to zestawienie. Italia to nie tylko przepiękna stolica, turystyczny raj i niesamowite jedzenie. O nie!

Włoskich opowieści dziwnych treści część druga i ostatnia! Żeby wyjechać ponownie w te rejony, musiałam przeczekać dekadę. Trzeba było uporać się z traumą pierwszej wycieczki. Oczywiście z perspektywy czasu ta historia bardziej mnie bawi, niż przeraża, ale wówczas do śmiechu mi nie było. Dlaczego? Dowiesz się tu 🙂

A to był dopiero początek złego

W polu, jak już się wspominało, był dom z cegły. Bez okien, bez drzwi, bez niczego. Ot stary dom, o  którymś ktoś zapomniał w połowie budowy i wcale się nie dziwię, bo kto by chciał mieszkać pośrodku niczego? W zasięgu oczu tylko pomidory i to wcale nie przez cały rok. To nasz nowy dom! Nie opłacało by się nas przywozić z najbliższego miasta, bo to generuje koszt. Dlatego za darmo możemy w nim zamieszkać. Bez łóżek, bez światła, bez toalety, bez wody.

Jedna para z miasta Y w województwie lubuskim przywiozła ze sobą wielki namiot, w którym zmieścilibyśmy się wszyscy. Nie mieli jednak ochoty się nim dzielić. Nie mieliśmy dużo do gadania i trzeba nam było się ładnie tam ułożyć. Między śpiworami wyścielonymi bezpośrednio na betonie, poukładaliśmy całe nasze wielkie walizki w większości wypchane puszkami i zupkami chińskimi, pomieszanymi z odrobiną starych ciuchów do pracy. Od łaskawej szefowej dostaliśmy butlę z gazem, po jakichś 3 dniach, za którą pobrała oczywiście depozyt. Prysznic był w krzakach, wodą do podlewania pomidorów, a za potrzebą trzeba było chodzić w krzaki na wzgórzu, odgrodzone od pola drutem kolczastym. Ganiały tam jaszczurki i inne takie, więc tyłek trzeba było pilnować i w tym przypadku.

Po dwóch dniach dojechała do nas pewna rodzinka. Ojciec z piątką dzieciaków od 13 do 17 roku, bez mamy, za to z entuzjazmem. Dla naszej szefowej pracowali na innym polu niecałe dwa tygodnie, nie dostali jednak do tej pory żadnego wynagrodzenia. Ojciec jednak nie chciał się skarżyć, bo chyba domyślał się, że za dużo to nie da. On i dzieciaki robili ile mogli, ale za dwa dni ulotnili się i słuch po nim zaginął. A w tamtym rejonie Włoch zaginęło kilkoro Polaków. Zaginęło bez wieści.

Włoski horror

Coś nam się stało?

Skoro to piszę, to jednak nie. Nie obyło się jednak bez siniaków i urazów psychicznych. Po tygodniu nie dostaliśmy żadnego (obiecanego) wynagrodzenia. Praca to na biało nie była, więc straszenie się wzajemnie jakimikolwiek konsekwencjami było bezsensowne. Byliśmy generalnie na minusie, bo szefowa kasowała za każdy bochenek chleba i wodę przywiezioną na pole. Wielu pieniędzy ze sobą nie zabraliśmy, bo przecież po nie żeśmy przyjechali. Zaczęto nas jednak straszyć, że jak nie będziemy wyrabiać „normy” nie dostaniemy już żadnego chleba i żadnej wody. I tak się też stało.

Byliśmy daleko od domu, byliśmy przestraszeni. Nie mieliśmy pojęcia o dorosłym życiu. Nie mieliśmy pojęcia co dalej zrobić. Dlatego zdecydowaliśmy się rozłączyć. Dwójka z naszej czwórki pojechała na niedalekie wybrzeże, a ja z kumplem zdecydowaliśmy się czmychnąć w środku nocy, do większego miasteczka. Wyobraź sobie: bez Internetu i bez telefonów komórkowych! Ze średnią znajomością języka angielskiego, nie mówiąc już o włoskim, dostaliśmy się na stację kolejową i złapaliśmy pociąg do wskazanej przez konduktorów miejscowości, z której jakimś cudem trafiliśmy na autokar do Katowic! Południe Włoch i polski autobus! To był jakiś cud!

Cała nasza historia była tak niewiarygodna, że aż prawdziwa, a w dodatku chwytała za serca. Chwyciła zarówno kierowców, bo wystawili nam bilet do zapłacenia w Polsce, jak i pasażerów, bo zostaliśmy nakarmieni. Ze łzami w oczach i z gorzkim uczuciem porażki wracaliśmy do domu. Brudni i brzydko pachnący. W Katowicach zabrano nam dowody osobiste i dano nam kwitki z numerami konta przewoźnika, na które mieliśmy wpłacić pieniądze za bilet. Pociągiem wracaliśmy na biletach, które mogliśmy zapłacić w przeciągu 7 dni.

Opłacało się?

Wróciliśmy na minusie jakieś 1500 PLN. Nie dostaliśmy za naszą pracę ani centa, a trochę udało nam się natrzepać tych pomidorów. Czy wróciliśmy bogatsi w doświadczenia? Tak. Przez rok nie mogliśmy patrzeć na warzywa, a do Włoch pozostał uraz. Dodatkowo rodzice nie mieli ochoty słyszeć o naszych zagranicznych wyjazdach przez długi, długi czas. Z perspektywy, mogę się z tego śmiać, ale uwierz mi, tam nie było mi do śmiechu. Bo kto za 1500 PLN nie wolałby polecieć na tydzień, gdziekolwiek, bez takiego stracha i takich konsekwencji? Hmm… No cóż…

 

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Włoski horror – część druga i ostatnia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Almost Paradise
Gość

Mam ten post otworzony chyba już drugi dzień, bo zbieram się, żeby skomentować, ale nie wiem w sumie, co mądrego napisać w obliczu takiej okropnej historii. Chyba nigdy bym już nie pojechała do Włoch!

Sara
Gość

To naprawdę brzmi jak opowieść z jakiegoś horroru. Dobrze, że wróciliście cali i zdrowi!

simplyhappy
Gość

Coś okropnego. Ale nawet nie ta historia co ludzie… nigdy nie zrozumiem jak można być tak ślepo zapatrzonym w pieniądze, żeby zdobywać je cierpieniem innych. I choć Twoja historia jest sprzed lat, to niestety ten proceder dalej istnieje. Dobrze go widać tu w Londynie, gdzie często nasi rodacy (swoi swoim) fundują podobne historie…

Rykoszetka
Gość

Nie wiem, co napisać… Straszna historia. Mam nadzieję, że jednak coraz mniej takich ludzi wyzyskujących innych…

Kamila
Gość

Straszna historia, dobrze, ze sie nia dzielisz. Teraz sytuacja we Wloszech troche sie zmienila, ale wciaz nie jest to do konca dolce vita. Niestety w Polsce, kroluje taki sielnkowy obraz Wloch. Fajnie, ze jednak sie przemoglas i wrocilas tam po jakims czasie. Wlochy sa piekne i sa tam tez cudowni ludzie, ale potrafia tez czasem dac w kosc.

wpDiscuz