Transport w Anglii – co może zaskoczyć

Transport w Anglii to nie jest jakieś nadzwyczajne zjawisko, a jednak jak zielony człowiek jedzie tam z Polski, to musi liczyć się z tym, że nie będzie tak samo. Jak jest?

Pamiętam, jak przyszło mi się z tym zmierzyć podczas mojego pierwszego i kolejnego wyjazdu na Wyspy. Dokładnie pamiętam minę pani w biurze informacji, przy stacji autobusów miejskich, jak zapytałam, gdzie mogę kupić bilet. Chyba byłam pierwszą osobą w jej karierze, która właśnie o to zapytała. Pamiętam też, jak z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn, kierowca nie zatrzymał się na przystanku na którym stałam. O co chodzi w tym całym angielskim transporcie i co może Cię zdziwić, jako nowicjusza?

Pomachaj panu kierowcy

Inaczej nie będzie szans, żeby stanął. A może zatrzymał się, będzie bardziej poprawnie 🙂 Czekając na autobus na angielskim przystanku, trzeba pomachać kierowcy. Inaczej ominie Cię szerokim łukiem, bo dojdzie do wniosku, że nie na niego czekasz. Tak właśnie zdziwiłam się jadąc rano do pracy z przystanku, który nie był w centrum miasta, a autobus przejechał i guzik. Na szczęście za kilka minut miałam następny. Na przystanek przyszła starsza pani, która również czekała na ten sam autobus (na szczęście). I spojrzałam, jak pomachała z uśmiechem panu kierowcy, już z daleka, a on grzecznie się zatrzymał.

Miesięczny u kierowcy

Nawiązując do pani w informacji, która tak bardzo zdziwiła się, gdy zadałam jej pytanie o bilet. Bilety, kochanie, można i należy kupić u kierowcy. Od jakiegoś czasu w Milton Keynes można je również zakupić przez Internet (z drobną zniżką), do tego ściągamy aplikację na telefon i wsiadając do autobusu, przedstawiamy telefon kierowcy. Co ciekawe, w Anglii (nie wiem czy całej) wsiadasz do autobusu tylko drzwiami koło kierowcy. Generalnie nie ma tam innych drzwi. Kierowca jest nie tylko osobą prowadzącą pojazd, ale też kanarem. Można? Można.

Kierownica po złej stronie

Tego nikomu wyjaśniać nie trzeba, bo temat całkiem znany. Miałam z tym problem od początku, do prawie samego końca. Szczególnie, jak wsiadałam do auta z przodu, zawsze wpychałam się znajomym na miejsce kierowcy. Ot, już taki nawyk, bo prawo jazdy mam i kiedyś w Polsce dużo jeździłam.

Pamiętam, jak wybierałam się ze znajomym do Szkocji, a dystans był całkiem spory. Wpadliśmy na pomysł, że mogłabym trochę poćwiczyć, wykupi się dla mnie ubezpieczenie, bo przecież tu kierując jakimkolwiek autem, musisz mieć ubezpieczenie na siebie. Podzielimy się jakoś jazdą, bo czeka nas sporo kilometrów. Pojechaliśmy na parking, gdzieś na odludziu i co? I pstro, bo moja ręka bezwiednie atakowała drzwi, chcąc zmieniać biegi! Jak już opanowałam sztukę ruszania, to jednak moje nawyki wzięły górę. Uśmialiśmy się przy tym niesamowicie, ale znajomy stwierdził, że musiałabym spędzić kilka dobrych godzin na praktykowaniu jazdy po „niewłaściwej” stronie ulicy. Biedak sam musiał prowadzić z Milton Keynes do Fort William, czyli 460 mil.

Lewo, prawo nie działa

To samo jest z przechodzeniem prze ulicę. Ile razy bym wpadła pod czyjeś auto, tego raczej nie policzę. I raczej nie należę do roztrzepańców. Patrzyłam niestety nie w tych kierunkach co trzeba i nie w tej kolejności. Tam, chyba dla takich ludzi jak ja, na ulicy, przy pasach są napisy! Nic nie poradzę, że z Polski jestem 🙂

Paraliż komunikacyjny

Zima znów zaskoczyła drogowców to u nas bardzo dobrze znana sentencja. O ile wszyscy wiemy, kiedy kalendarzowo spodziewać się zimy, a piękna pogodynka powie nam kiedy śniegiem sypnie, zawsze gdzieś w komentarzach słychać, że znów zaskoczenie, drogi nieodśnieżone i wszędzie szklanka. W Anglii nie ma obowiązku zmian opon, bo i po co, skoro biały puch omija tamte rejony. Tamtejsi kierowcy, gdy zobaczą śnieg, momentalnie wpadają w panikę i uwierz mi, na ulicy widać jaka nacja kieruje pojazdem.

Spokojni są wszyscy Słowianie, a Brytyjczyków należy się bać. To jakby prowadzili po drodze nie samochód, a puszkę po zamarzniętym jeziorze i lepiej do auta z nimi nie wsiadać! Kumpel, Anglik oczywiście, opowiadał mi raz – i to bez żadnej żenady – że jak któregoś razu w zimie, napadało 2 centymetry śniegu, to miasto było sparaliżowane, a on sam zostawił auto na poboczu drogi i poszedł pieszo do domu. Pięć mil. Wyjaśnił mi, że zrobiło tak wtedy większość angielskich kierowców, bo nikt w śniegu prowadzić nie potrafi.

Bilety bez gadania

Dawno, dawno temu do pracy dojeżdżałam pociągiem z małego angielskiego miasteczka, do kolejnego, jeszcze mniejszego. O tej godzinie nie dział punkt, w którym przeważnie kupowałam bilety. Panika mnie ogarnęła, bo tylu funtów na mandat, to ja jeszcze nie zarobiłam, więc cisnę do konduktora, żeby mu o tym donieść i przeprosić z błaganiem w głosie, żeby owego mandatu mi oszczędził.

Kolejne słodkie politowanie w oczach Wyspiarza miałam okazję podziwiać. Uprzejmy konduktor poprosił mnie, żebym spokojnie zajęła sobie miejsce i się rozgościła w pociągu, a on do mnie podejdzie, kiedy tylko będzie moja kolej i sprzeda mi bilet, gdziekolwiek sobie zażyczę, bo on tam właśnie od tego jest. Do tego zapewnił mnie, że to normalne, kupić bilet w pociągu i pożyczył mi z uśmiechem pięknego dnia. Z przyzwyczajenia w Polsce zrobiłam tak samo i tylko za wstawiennictwem kilku osób w pociągu uniknęłam zapłacenia mandatu, pierwszego dnia powrotu z Wielkiej Brytanii do Polski.

Rowerem taniej

Nie musisz płacić ubezpieczenia na samochód. Nie trzeba Ci tankować auta co kilka dni. Co rano i co wieczór nie musisz marnować swojej pozytywnej energii na stanie w korkach. Do tego nie szkodzisz środowisku. Ale czy tylko? Coraz bardziej popularne w angielskich firmach, jest oferowanie (bardzo wysokiego) rabatu na zakup roweru i wszelkich potrzebnych do niego rzeczy, takich jak chociażby kask, czy ochraniacze. Pokrycie częściowych kosztów oferuje oczywiście pracodawca, a sięgają one nawet 30-45 procent! Warto jest o tym pomyśleć i zapytać szefa o taką możliwość. A i człowiek zdrowszy i mniej sfrustrowany, a i w kieszeni troszkę zostanie.

Transport w Anglii? Dla mnie ten był najlepszy i najtańszy 🙂

7
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
JustinasimplyhappyAdrianaHanys PudelekRykoszetka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Marcela
Gość

ciekawe! pewnie wybrałabym rower 🙂

Rykoszetka
Gość

Sporo tych różnic! Przy wizycie w Irlandii Północnej parę lat temu podróżowałam między Enniskillen i Belfastem – w połowie drogi okazało się, że jest jakaś przesiadka do innego autobusu 😀 Dobrze, że ktoś z mieszkańców był na tyle miły, że wytłumaczył mi, o co chodzi!

Hanys Pudelek
Gość

w Berlinie jest podobnie z sygnalizowaniem chęci wsiadania i wysiadania. Nie pomachasz, nie naciśniesz – nikt nie stanie. I znacznie lepsze rozwiązanie niż w większości miast Polski, gdzie autobus staje na niemal każdym przystanku, nawet jeśli tam pusto! 🙂

simplyhappy
Gość

My w Londynie już dawno postawiliśmy na rower. Nie zawsze i nie wszędzie można nim dotrzeć do wybranego miejsca, ale w porównaniu ze sciskiem w metrze ta opcja wygrywa!! Powiem nawet, że dość bezpiecznie tu jest dla rowerzystów. Wiele tras, kierowcy raczej uważają, no ale rowerzysta też musi 😉

Justina
Gość

W Londynie nie kupisz biletu u kierowcy w autobusie. Mozna tylko uzyc oyster car, zaplacic dotykowa karta bankowa albo poprosic o bilet kredytowy ktory oplaca sie pozniej. Kiedys byla mozliwosc placenia gotowka u kierowcy ale zostala wycofana co usprawnilo wsiadanie ludzi do autobusu .