Terror w Anglii, czyli co się dzieje na Wyspach

Terror w Anglii. Inaczej tego nazwać nie mogę. W przeciągu kilku miesięcy terroryści zdążyli zasiać ziarno i zebrać żniwa. Enough is enough! To słowa polityka. Co one znaczą? Chcemy wiedzieć, ale boimy się odpowiedzi. 

Terror

Ostatnio często słyszymy o zamachach terrorystycznych. Niedaleko sięgając pamięcią był Berlin i kilkanaście niewinnych osób zginęło pod kołami szaleńca. Takich ataków w ciągu ostatnich kilku lat można wymieniać i wymieniać. Mnie trzy z nich pośrednio dotyczą.

Wracam ze stażu z Portugalii, przez Berlin. Ląduję o 19.00 i mam czekać dwie godziny na busa. Ten jednak nie chce przyjechać o czasie. W miarę oczekiwania wzrasta moje upodobanie do szczegółów. Z minuty na minutę widzę więcej uzbrojonych policjantów. Zaraz przyjeżdżają karetki i wojskowi. Zaraz dzwoni zaniepokojona rodzina: nic Ci nie jest? Wszystko dobrze?

Wiedziałam, że Berlin to (raczej) bezpieczne miasto. Nigdy nie wgłębiałam się w politykę. I nagle dzwoni mi telefon i przestać nie może! Okazuje się, że ktoś wjechał w świąteczny jarmark. Polską ciężarówką. Wszystkie drogi z i na lotnisko są tymczasowo odcięte, dopóki policja nie uzna, że wszystko jest ok. Gdyby nie fakt, że rodzina uprzedziła mnie o tym, co się dzieje, to wściekałabym się (jak inni), że transport nie przyjechał na czas. A tak? Poczułam niepokój.

Terror w Anglii

Został mi  miesiąc do wylotu do Anglii i usłyszałam wiadomość w radiu: atak terrorystyczny w Londynie. Centrum miasta. Panika. Ofiary śmiertelne. Możliwe, że zginęli Polacy. Do tej pory uważałam Londyn za bezpieczną stolicę o międzykulturowym wymiarze, a Wielką Brytanię za bezpieczną przystań. Aż tu nagle:

  • 22 marca 2017, Londyn, 6 osób nie żyje, 49 jest rannych.
  • 22 maja 2017, Manchester, 23 osoby straciły życie, 119 rannych.
  • 3 czerwca 2017, Londyn, 7 nie żyje, 48 zostaje rannych, wiele z nich w ciężkim stanie.

Jestem w Anglii

Londyn. Jestem tu od 10 maja 2107 roku. W tym czasie zdążyłam spotkać się z przyjaciółką i kuzynką w Londynie. Byłyśmy na London Bridge i na Borough Market. Zaledwie kilka dni dzieliło mnie od tragedii. Zarówno tej w Manchesterze, jaki tej w Londynie. Kilka dni i kilka kilometrów.

Manchester. Pracuję z ludźmi z różnych krajów. Z ludźmi o różnym kolorze skóry. Z ludźmi różnych wyznań. Wszyscy jednak, bez protestu we wtorek uczciliśmy minutą ciszy ofiary z Manchesteru. Ludzie pojechali na koncert! W poniedziałek! Jak to możliwe, że część z nich nie wróciła już nigdy do domu?  Za każdym razem jak o tym myślę, łzy napływają mi do oczu. Koncert. Rozrywka. Dzieci… Zamach.

Londyn. Tym razem byłam w górach. Totalnie odcięta od świata. Chciałam zrobić sobie detoks. Całościowy. Jedzenie, alkohol, Internet. W nocy z soboty na niedzielę dzwoniono do mnie z polskiej Ambasady (za każdym razem jak wyjeżdżasz za granicę Polski możesz się zarejestrować w systemie Odyseusz). Spałam po 45 kilometrach marszu, ale jak tylko się obudziłam… Wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak, jak powinno być.

Enough is enough!

Na drugi dzień po ostatnich wydarzeniach w Londynie byłam daleko. Daleko od miejsca wydarzeń. Przypadkowo znalazłam się w knajpie z telewizorem, gdzie to usłyszałam: Enough is enough! Poczułam strach, żal i przerażenie. Bo co innego mogę poczuć? Cała Anglia powtarza jak mantrę: nie damy się zniewolić terrorystom, nie będziemy się bać, damy im do zrozumienia, że nie mogą nami zawładnąć!

Muzułmanie. To słyszę cały czas w mediach. To oni są winni atakom. Łatwo w to wszystko uwierzyć, jeżeli się tu nie mieszka. Łatwo jest to wszystko pomylić. Łatwo się w tym wszystkim zagmatwać. Polskie media, zdają się nie mieć żadnych rozgraniczeń i dla niektórych Muzułmanin=terrorysta! A tak nie jest! Chcę podkreślić fakt, że religijna nie jestem. Tym bardziej szanuję przekonania innych ludzi.

Pracuję w Anglii jako kierowniczka. Oprócz szkolenia ludzi, przychodzi mi rozwiązywanie innych spraw. W tym i prośby o udostępnienie wierzącym pokoju do modlitwy. Anglia to kraj wielu narodów. Nie mogę ignorować cudzych potrzeb, bo są inne niż moje. Rozmawiam z przełożoną i dostaję odpowiedź: nie dyskryminujemy ludzi ze względu na ich płeć, kolor skóry, czy religię: tak, ten człowiek może się modlić tam, gdzie jest cisza i spokój, bo on i jego Bóg  na to zasługują. Nikomu nic do tego!

Kto się boi?

Ja tak. Bo zamachy chodzą za mną jak widmo. Tu wszyscy zdają się mieć inne nastawienie. I wcale się nie dziwię. Kolega z pracy, Muzułmanin właśnie, zapytał dziś: czy Ty myślisz, że ja to wszystko popieram; czy ja to wszystko rozumiem; czy ja też tak mogę? Człowieku! Ja mam dziecko! Jest Ramadan! JA TEŻ SIĘ BOJĘ! Ale nie dam im wygrać!

I przestaję się bać. Na chwilę. Chcę wierzyć, że mogę wspólnie z innymi przeciwstawić się temu, co nas przeraża. A  to stanie się wtedy, kiedy będziemy w 100% otwarci na innych, bo sami nie przetrwamy ani jednego dnia. Oni powtarzają, że się nie boją i zaczynam rozumieć dlaczego. Są tak blisko. To ich dotyczy. Nie mogą nic zmienić. Mogą trwać w przekonaniu, że są silni. Nie będą się bać!

 

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Terror w Anglii, czyli co się dzieje na Wyspach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Joanna
Gość

Adraina, bardzo spodobał mi się Twój tekst. Ja tak samo myślę i też się boję, bo jadę w tym roku do Niemiec i Londynu. Też myślę o tym, że któregoś dnia mogę wyjść na zakupy i coś mi się stanie. Z drugiej strony, wiem, że nie mogę dać się zastraszyć. Przecież muszę jakoś żyć, wychodzić z domu, spotykać się ludźmi. Ciężkie czasy nastały i wydaje mi się, że będzie tylko gorzej….Niestety. Szkoda tylko, że my, zwykli ludzie, musimy cierpieć za decyzje polityków.

wpDiscuz