Studia i historia pewnej miłości

Studia. Czy coś cieszy mnie bardziej? Odpowiedź jest jedna. Podróże. To dzięki studiowaniu poznałam przywilej mieszkania w innych krajach dłużej niż tydzień. Mogłam zanurzyć się po uszy w kilku kulturach. Tyle możliwości.

Studia

Nigdy nie chciałam na nie iść. Chciałam zostać fryzjerką. Nie pytaj mnie dlaczego. Chciałam mieć coś swojego, fach w ręku, umiejętność, która przyda mi się na całe lata. Będąc w liceum nie znałam żadnego studenta. Słyszałam o nich przeróżne historie, ale była to jeszcze doba przed wszędobylskim Internetem, który wszystko tłumaczy, z polskiego na ziemniaki. Większość mojego rocznika chciało na studia iść! Po ogólniaku będę miała przecież tylko maturę, zostanę bez zawodu – takie miałam myślenie.

Dodatkowo nigdy nie wiedziałam na jakie studia mam iść. Czasy, kiedy chciałam zostać kosmonautą i pilotem odrzutowca (serio) dawno już minęły. Do aktorstwa straciłam (na szczęście) zapał, na łyżwiarkę figurową było już za późno, a i figura już nie ta co w przedszkolu. I co teraz, kiedy człowiek z matematyki jest dobry, a i czytanie go wciąga, czasami bardziej niż niejeden narkotyk. Klasa sportowa z rozszerzoną geografią i angielskim? Gdybym ja wtedy wiedziała, że to był mój klucz do szczęścia? Niestety kontuzja i zakaz (dla całej klasy) pisania matury z geografii zrobiły swoje.

Na nieszczęście zbuntowanego wieku licealnego cała kadra nauczycielska stanowiła wrogi obóz, który zamiast pomagać w trudnych wyborach, jeszcze bardziej przygnębia i gnębi te młode dusze. Po średnim wyniku próbnej matury z matematyki (a dopiero teraz wiem, że nie było źle), okazało się, że pani od matmy zawsze oczekiwała ode mnie więcej. Polonistka zaczęła rzucać kolejne kłody pod zmęczone nogi. Branie waleriany przed lekcjami z ojczystego, zaproponowała mi już w drugiej klasie i to na forum, bo miałam czelność zinterpretować książkę inaczej niż w kluczu (chociaż z pomocą opracowania Wydawnictwa Ossolineum, a nie Bryka)!

Czeski Krumlov i widok na zamek
Czeski Krumlov i widok na zamek, studia w Czechach….

To był głupi powód

Chęć udowodnienia polonistce, że jest w błędzie, wystawiając mi w drugiej klasie marną trójkę na koniec roku, zmotywowała mnie do pracy. Tak sztywne miała te „swoje” horyzonty wykładania języka polskiego, że oddychać się w klasie nie dało. Był klucz i koniec. W porównaniu z moją wcześniejszą nauczycielką, która pielęgnowała w nas chęci do własnej interpretacji każdego utworu, była najbardziej ograniczoną nauczycielką z jaką miałam okazję pracować. Tak wtedy myślałam i to całym sercem (jeśli mogę wyrazić się w tak romantyczny sposób)!

Postanowiłam więc pchać się na kierunki związane z językiem polskim, chociaż wszyscy mówili, że studiowanie mało na świecie znanego języka, jakim jest niewątpliwie nasz ojczysty, nie ma większego sensu (i mieli rację)! Jednak zranione serce nie chciało słuchać rozsądnego rozumu. Gdybym chociaż wybrała jakiś inny język i została wybitną tłumaczką, to nie. Zrobię na złość polonistce, która i tak w maturalnej klasie zostawiła nas w połowie roku! Później nie mogli znaleźć nam zastępstwa przez dwa miesiące, w efekcie czego matura poszła, jak poszła. A mi poszła średnio.

To były czasy

To były czasy, kiedy jeszcze na studia chodziły asy. Ostatnie takie roczniki. Zdawało się jeszcze dodatkowo egzaminy wstępne i odbywało się męczące rozmowy kwalifikacyjne. Chętnych na miano studenta było od groma! A nas nikt nie przygotował na zderzenie z rzeczywistością. Pamiętam, że na dziennikarstwo we Wrocławiu egzamin pisało tyle ludzi, że zmieściliśmy się w dopiero kilku ogromnych aulach uniwersyteckich. Człowiek z takiej wioski jak moja, nie miał szans. Pytania? Do dziś kilku nie zapomnę. Jak nazywa się aktor, grający główną rolę w serialu Rodzina Soprano? Kto był redaktorem naczelnym „Twojego Stylu” w roku 1996? Zaznacz czołowych dziennikarzy Agory. O ile bezbłędnie wypełniłam część odnoszącą się do literatury, to reszta oznaczała poligon. Strzelam. Zabrakło mi 3 punktów.

Raz udało mi się mieszkać w ładnej i nowej dzielnicy... Anglia
Raz udało mi się mieszkać w ładnej i nowej dzielnicy

Inne czasy

Na Uniwersytecie Zielonogórskim (kierunek dziennikarstwo), było takie obłożenie, że godzinami czekaliśmy na rozmowy. Zresztą, tam na każdy kierunek startowało tyle ludzi, że teraz to jest nieosiągalne nawet w 1/3! Na listach, które miały po 2000 osób szukaliśmy ze znajomymi swoich nazwisk. Bez skutku. Na szczęście była też rekrutacja we wrześniu. Mogłam iść na stosunki międzynarodowe do Szczecina, zarządzanie do Gdańska i jakieś inne dziwy w odległych od mojej wioski miejscach, na tej wielkiej mapie Polski miastach. Po kolejnej bitwie dostałam się na wojnę, to znaczy na studia. Na filologii polskiej na pierwszym roku na Uniwersytecie Zielonogórskim w 2005 roku było 150 ambitnych, zdolnych i pracowitych studentów. Było.

Portugalia.. Studia..

Do dziś wydaje mi się, że studiowanie filologii polskiej w tamtych (zamierzchłych już czasach) było wyczynem. Siedzenie na uczelni od 8.00 do 20.00 nie było szczytem marzeń rozochoconej studenckiej duszy. Do tego na przeczytanie niewyobrażalnej ilości książek miało się raptem kilka godzin. Każdy wykładowca stawiał sobie (chyba) za cel odsianie ziarna od plew i każdy z nich starał się jak mógł. Po trzech latach, przy licencjacie, została nas garstka, a tych z dyplomem obronionym w terminie zostawało jak na lekarstwo.

Wyjazdy? Jakie wyjazdy?

Nie wiedziałam, że studenci innych kierunków wyjeżdżają za granicę, bo ja z moim polskim mogłam zmienić jedną polską uczelnię na drugą, z pomocą programu MOST. Ale po co to komu? I wtedy poszłam na imprezę do historyków (Ci to dopiero wytrwali w bojach byli). Dowiedziałam się, że dziewczyna na czwartym roku poszła jeszcze na filologię rosyjską (bez znajomości tegoż języka) i niedługo wyjeżdża na kurs językowy do Petersburga, a później może do Moskwy na semestr! W znudzonej mej głowie pojawiło się światełko. Dodatkowo moja miłość ze studiów szykowała się do podboju Paryża. – Tylko na semestr kochanie, tylko na semestr… I wcięło gościa!

Kilka miesięcy później studiowałam równocześnie dwa kierunki, a literatura rosyjska zaczęła fascynować! Ten język, tak pięknie brzmiący, niczym muzyka w moich uszach! Tak plątał się w oczach! Tak pociągał podobieństwami i różnicami w gramatyce! I te możliwości wyjazdowe! Dopiero wtedy poczułam, że ten pierwszy kierunek, chociaż pomocny w nauce rosyjskiego był nietrafiony. Nie lubię jednak kończyć w połowie zdania i wszystko, czego się podejmuję, gorąco pragnę doprowadzić do końca, więc zdecydowała się na dodatkowe egzaminy i jeszcze więcej godzin spędzonych w książkach z tymi magicznymi literkami.

Aveiro z palmą w tle!
I ja się dziwię 🙂

Jeszcze wtedy nie wiedziałam

Nie wiedziałam, że jako starsza i bardziej doświadczona koleżanka stanę się przewodnikiem startującej na studia młodzieży. Nie wiedziałam, że będzie odrobinę łatwiej, bo już z jednym dyplomem. Nie wiedziałam, że będę umiała wnioskować o przydzielenie na wyjazdy dodatkowych środków i czekają mnie rozmaite rozmowy z władzami uniwersytetu. Nie wiedziałam, że o te wyjazdy zagraniczne odbędą się prawdziwe boje.

Nie wiedziałam, że podczas tych wyjazdów poznam przyjaciół na długie lata. Nie wiedziałam, że będę zwiedzać Petersburg przy -24 stopniach, bez odrobiny snu. Nie wiedziałam, że zamieszkam w Moskwie na kilka miesięcy, poznając około 40 narodowości (tak, liczyłam). Nie wiedziałam, że studia dadzą mi tyle pięknych doświadczeń i możliwości podróżniczych. Nie wiedziałam, że studia tak cieszą! To był koniec pewnego etapu. To nie był koniec mojej historii jako studentki. Tego też nie wiedziałam.

Kilka lat później

Zaczęło się szukanie pracy. I rynek nie za bardzo przygotowany na człowieka z trzema dyplomami… A nie, poczekaj! Odwrotnie! Człowieka nieprzygotowanego na rynek. Zamiast dobrze płatnej pracy w zawodzie, człowiek z dyplomami wybiera popularną już wtedy Anglię (cała historia znajduje się tu). Była praca ponad siły, była praca poniżej możliwości, była praca bez ambicji. Była też masa ludzi, którzy wpadli w życie tylko na chwilę. Byli też tacy, którzy byli na chwilę tylko po to, żeby odmienić je na nowo.

Leć studiować!

Nie zapomnę, jak po dobrym załamaniu poszłam do nowej pracy na Wyspach. Projekt. Kierownik. Brzmi dumnie. Poznałam tam doktorantkę z Polski. Właśnie kończyła studia, a to była jej pierwsza praca w Anglii. Przyjechała za Panem Doktorem, który właśnie zaczynał poważną pracę. Lubiła słuchać, ja lubiłam gadać. Kiedyś powiedziała mi:

-Nie rozumiem co tu robisz. Dziewczyna z takimi papierami i z taką miłością w oczach… Masz tak wielką radość w oczach, kiedy opowiadasz o studiach. Idź na doktorat. Nauczaj tym swoim entuzjazmem do wyjazdów. Bądź najgorszą i najlepszą osobą, jaką może spotkać student na swojej drodze.

Bajka! 

Miesiąc później siedziałam w samolocie do Polski. Nie wiedziałam jak mam to zrobić. Byłam jednak pewna, że dostanę się na te studia. To moja droga. Miałam rację. Otworzyłam sobie drzwi, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Jara mnie to co robię. A co robię? Wszystko co łączy naukę i podróże. Po pierwszym zaliczonym w  Polsce semestrze, pojechałam na pół roku do Czech. Na studia i jako lektor języka polskiego. Zwiedziłam pół Europy, bo Brno to idealna baza wypadowa! Później bez wcześniejszych kompleksów pojechałam do Anglii na kolejny staż. Pojechałam tylko po to, żeby dorobić na kolejny staż, który miał odbywać się na Uniwersytecie w Porto w Portugalii. Niesamowite spotkania, niesamowici ludzie!

Zajęcia na polskiej uczelni, tym razem w roli nauczyciela, utwierdziły mnie w przekonaniu, że robię coś ważnego. Ty też możesz! Dobrze poszukaj i nie ograniczaj się! Zdobywaj wiedzę i doświadczenie za granicą. To nie jest trudne! Wierz mi, bo wiem co mówię! Kolejny staż w Anglii, powrót, zaliczenie semestru i kolejna przygoda. Niedługo jadę na trzy miesiące do Hiszpanii! Nareszcie zacznę uczyć się hiszpańskiego, a zawsze o tym marzyłam! Wrócę jeszcze bogatsza w… życie! Studia i nic mi więcej nie potrzeba!

P.S. Zawsze mówię szczerze – niczego w swoim życiu nie żałuję. A bywało różnie i na szczęście złych chwil nie lubię pamiętać. Gdybać można. Gdybym jako licealistka oglądała Chirurgów, byłabym bogiem kardiologii! A może neurochirurgii? A może byłabym najlepszym chirurgiem urazowym? A może byłabym Matką Smoków? Wiem ile by mnie ominęło. Moje studia… Taka miłosna historia…

 

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Studia i historia pewnej miłości"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Ola | Chasing Colors
Gość

Ale wspaniała historia! Jesteś wielka, Kobieto! To bardzo fajny tekst o szukaniu własnej drogi metoda prób i błędów. Walcz o marzenia i podbijaj świat. 🙂
Petersburg strasznie mi się marzy – uczę się tych zabawnych literek, przypominam rosyjski z podstawówki. Na pewno do Ciebie się zgłoszę po porady.
No i Brno, BRNO! Mieszkałam tam 3 lata.

wpDiscuz