Pierwsze emigracyjne rozczarowanie

Rozczarowanie? Osobiście nie polecam. Nie polecam dzwonić do szefa w sprawie wyjaśnień, dlaczego nie idę do pracy. Nie polecam jeździć z naćpanymi kierowcami trzy godziny do i z pracy. Nie polecam gniewu Panny Skwaszonej. A najbardziej nie polecam pracować na linii produkcyjnej na akord!

Pewnie osobiście znasz kogoś,

kto w Wielkiej Brytanii tak zaczynał. Od zera do milionera? Tak to się gdzieś i kiedyś mawiało? Tylko ja się pytam, za jakie grzechy. Jako człowiek z ambicjami myślałam, że żadnej pracy się nie boję i rozumiem drabinę rozwoju i wspinanie się po jej szczeblach. Ale nagle obudziłam się w jakimś koszmarze! Jest godzina 7 rano i wchodzisz na magazyn pełen ludzi. Masz wrażenie, że od tego smrodu zaraz zobaczysz ponownie swoje śniadanie. I to ma się nazywać praca i zdobywanie umiejętności na stanowisku kontrolerki jakości? W najgorszych snach mi się to nie śniło!

Moje pierwsze emigracyjne rozczarowanie ujawniło się już w pierwszym tygodniu.
Moje pierwsze emigracyjne rozczarowanie ujawniło się już w pierwszym tygodniu.

Wtedy jeszcze nie byłam skłonna do narzekań i byłam wdzięczna za to, że mam pracę i zaczynam zarabiać. Moje pytanie tylko, czy było to warte tych nerwów. Dziś wiem, że nie. Dziś wiem, że powinnam natychmiast uciec i szukać błyskawicznie czegoś innego, z dala od tego toksycznego środowiska, pełnego dyskryminacji i seksizmu. Mądry Polak po szkodzie. Fakt! Stoisz tam i Twoim zadaniem jest nałożyć idealną ilość do pudełeczka. Nic prostszego. Tylko że Twoje tempo jest uzależnione od maszyny, a one nie lubią niesubordynacji. W głowie Ci się kręci, Twoje całe ciało pracuje i zastanawiasz się co tu do jasnej cholery robisz ze swoimi trzema dyplomami. Ale zagryzasz wargi, bo wiesz, że to tylko jeden dzień, to trening i musisz dać z siebie wszystko, żeby zasłużyć na swoją pozycję.

Na Wyspach to działa..

..dwojako i nie raz się później o tym przekonałam. Jeżeli pracujesz na najwyższych obrotach i dajesz sobie radę od samego początku, to masz dwie opcje. Pierwsza? Zostanie człowiek dostrzeżony przez przełożonych i zostanie na tym samym stanowisku, bo przecież przepięknie pracuje. Druga? Zostanie człowiek dostrzeżony przez przełożonych i zostanie na tym samym stanowisku i narzucą mu większą ilość wykonywanej pracy. W idealnym świecie istnieje oczywiście trzecia możliwość. Zostanie człowiek dostrzeżony przez przełożonych i dostanie awans, ale że w idealnym świecie żyją nieliczni, to problem mamy rozwiązany.

Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy wybrał dobrą drogę..
Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy wybrał dobrą drogę..

Nie zapomnę  uśmieszku Panny Skwaszonej, kiedy obwieszczała mi i mojej przyjaciółce, że nasi szefowie są z nas bardzo, ale to bardzo zadowoleni, dlatego na lince zostaniemy do końca tygodnia. Myślałyśmy, że opatrzność nad nami czuwa, bo zostało nam raptem dwa i pół dnia, bo jest środa, a my do piątku. Tylko, że ona zapomniała wspomnieć do końca którego tygodnia. Chciałaś babo robotę, to i masz.

Czy zastanawiałam się wtedy,

czy wziąć nogi za pas i uciekać gdzie pieprz rośnie, albo chociażby do domu, do Polski, do rodziców, którzy się nie pogniewają, a jeszcze będą się cieszyć moim towarzystwem? Setki razy! Jednak obie z przyjaciółką miałyśmy w głowie schemat, że nie możemy się poddać, nie możemy wrócić gołe i wesołe i powiedzieć: Sorry, nie udało się! Ta ambicja jednak wypalała nas od środka i nawet nie miałyśmy o tym pojęcia.

Dziś pierwsze kroki na emigracji wspominam ze śmiechem, jednak wtedy nie było kolorowo.
Dziś pierwsze kroki na emigracji wspominam ze śmiechem, jednak wtedy nie było kolorowo.

Bardzo szybki rachunek matematyczny. Doba ma 24 godziny. Do pracy wstajesz o 3.30, wyjeżdżasz do pracy o 4.20, zaczynasz o 6 bardzo fizyczną pracę i kończysz o 20. W domu jesteś o 22. Do tego pracujesz od poniedziałku do soboty włącznie. Ile masz czasu na życie? I wcale teraz nie żartuję. Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi mi o to, że praca ciężka, bo poznałam tam ludzi, dla których to norma. Ale czy to norma dla mnie? Przecież legalnie złożyłam podanie o pracę, legalnie mnie zatrudniono, a później okazuje się, że to wszystko jakieś nieludzkie nieporozumienie.  Wytrwałam na tym stanowisku, bez buntu i z zagryzionymi zębami jeszcze kilka dni. A co  się stało później? Niedługo Ci opowiem.

Czujesz, że to wyrwane z kontekstu? To wróćmy do początku:

13
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
EwaGośkaDorotaAdrianaWolves on the road Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Wolves on the road
Gość

Ciężko się rozczarować. Moja koleżanka miała podobną sytuację ale zmieniła pracę i teraz jest szczęśliwa. Może już ta cudowna Anglia nie jest taka cudowna….

Dorota
Gość

Podziwiam Cię, że masz odwagę do wyjazdu za granicę 😀 Też kiedyś mi się marzył, ale odkąd zaczęłam patrzeć na to bardziej realnie, za granicą tylko na wakacje na imprezy heh 😉

Gośka
Gość

Moja emigracja nie obyła się bez rozczarowań i ciężkiej pracy ale jakoś nigdy nie miałam ochoty wracać do Polski. Trochę tak zawsze mi chodziło po głowie że w Polsce też musiałabym ciężko pracować i to za mniejsze pieniądze… Zawsze jak było źle to zaczynałam szukać czegoś nowego w okolicy i jakoś tak się udawało 🙂

Ewa
Gość

Rozczarowania emigracją, he he he… Jeszcze parę miesięcy temu płakałam, dziś mogę się co najwyżej uśmiechnąć do wspomnień. Moja historia jest taka, że znalazłam pracę jeszcze w Polsce, cud miód, fantastyczne rozmowy z szefostwem i szybko decyzja, że mnie zatrudniają. Popracowałam przez 1,5 miesiąca dając z siebie wszystko, by usłyszeć, że jednak się pomylili i „pozwalają mi odejść”. Najgorsze w tym wszystkim było dla mnie to, że przez te 6 tygodni ani razu mi nie powiedzieli, że coś źle robię albo mogłabym coś inaczej.
No cóż, Brytyjczycy i ich polityczna poprawność 😀