Nieoczekiwana rutyna

Nieoczekiwana rutyna. No to mnie poniosło, bo przecież jak niby rutyna ma być nieoczekiwana. Rutyna przecież miała być. Miałyśmy co rano wstawać do pracy, od poniedziałku do piątku od 7 do 15, plus trochę nadgodzin. Nie oczekiwałyśmy spędzać całych dni w nerwach i nadziei, aż ktoś nas do tej pracy nareszcie rozpisze! Czyli angielskiej przygody część następna. 

Po wieczorku zapoznawczym przyszedł czas na bezrobotny poniedziałek. Przyznaj, że wiesz z czym się wiąże wyjazd na nieokreślony czas do pracy za granicę? Nie dość, że trzeba wyłożyć siano na bilety. W naszym wypadku było to około 800 zł na bilet otwarty autokarem i nie pytaj mnie dlaczego jechałam tam w taki, a nie inny sposób. Miałyśmy jednak małe zabezpieczenie na wypadek niepowodzenia. Jeśli coś będzie nie tak, to wracamy do domu i chociaż o to nie musimy się martwić.

Bilet otwarty na autokar do Maidstone z Zielonej Góry to około 800 zł i ponad 20 godzin jazdy..
Bilet otwarty na autokar do Maidstone z Zielonej Góry to około 800 zł i ponad 20 godzin jazdy..

Do tego potrzebne są jakieś grosze, żeby przetrwać, czyż nie? Niestety te nasze grosze trzeba było zamienić na funty, a przelicznik przecież każdy zna. W tamtych czasach (rok 2012) dla świętego spokoju mnożyłyśmy wszystko „razy 5”, co by było prościej. I jak już człowiek w McDonaldzie patrzy, że nie stać go na kawę, to robi się kiepsko. Gotówka topnieje w zatrważającym tempie, a za domek i tak trzeba w piątek zapłacić. Tylko z czego? Na szczęście jesteśmy z Polski, a każdy wyjazd oznacza zapas chińskich zupek, belgijskich pasztetów i kilka paczek śląskiej kiełbasy!

Na tak ładne knajpy w Londynie nie było nas jeszcze stać, bo kto da za piwo 25 złotych..
Na tak ładne knajpy w Londynie nie było nas jeszcze stać, bo kto da za piwo 25 złotych..

W poniedziałkowy wieczór również okazuje się, że do pracy z kumpelą nie jedziemy. Nasze koleżanki miały więcej szczęścia. I czemu mam wrażenie, że w tym momencie kraj, z którego pochodzę ma tu jakieś znaczenie? Jeszcze wtedy miałam nadzieję, że to tylko takie wrażenie. Nie żebym miała jakiś skrywany historycznie żal do ludzi z Litwy. Absolutnie nie!

We wtorek rano kończy nam się prąd. Nie wiedziałam, że on może się kończyć, a Ty? Okazuje się, że jest na doładowania! Trzeba kupić specjalną kartę (o różnych nominałach) i wetknąć ją w specjalne urządzenie. Och! Jeszcze żeby człowiek był taki mądry od samego początku. Później okazuje się, że prąd jest w Wielkiej Brytanii także na monety, co chyba zdziwiło mnie jeszcze bardziej. No dobra, a gdzież ja mam to kupić? No jak to gdzie! U Panny Skwaszonej, która jest w pracy od 5 rano do 22 wieczorem! I już nie mogę doczekać się wieczora!

Nieoczekiwana rutyna popychała nas w stronę marzeń o podróżach..
Nieoczekiwana rutyna popychała nas w stronę marzeń o podróżach..

Decydujemy się zadzwonić do naszego Managera Czarodzieja  z zapytaniem, gdzie się podziała nasza robota. A to Wy nie w pracy? – zdziwił się uprzejmie Anglik. Dajcie mi chwilę i ja to załatwię. Tymczasem bądźcie cierpliwe. Cierpliwe? No tak, przecież minęło tylko parę dni. Długo czekać nie musiałyśmy, bo chwilę później oddzwonił mówiąc, w wkradł się do papierków jakiś błąd i że jutro do pracy pójdziemy, a za mieszkanie odejmą nam z wypłaty, więc niech nas o to głowa nie boli. A bolała. Od myślenia co nas jeszcze zaskoczy.

Od myślenia głowa nie boli? Akurat!
Od myślenia głowa nie boli? Akurat!

Jak myślisz, że ten telefon rozwiązał sprawę, to niestety będę musiała wyprowadzić Cię z błędu. Tam jak w więzieniu – kapusiów się nie lubi. I żebym ja o tym (kurna) wiedziała! A trzeba było siedzieć cicho..

Jeśli masz wrażenie, że ta opowieść jest wyrwana z kontekstu, to zapraszam do przeczytania wcześniejszych części:

  1. Kochan(k)a Anglia
  2. Angielski romans
  3. Kiedy kończy się zauroczenie

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz