Najlepszy przyjaciel w Portugalii

Wiele ludzi zachwyca się Portugalią. Osobiście nie mam nić przeciwko.

Swoje pierwsze kroki w Porto stawiałam pod koniec września. Było niesamowicie ciepło, a wręcz gorąco. Temperatura znacznie przekraczała tu 25 stopni, a ja całe dnie wolne od pracy wylegiwałam się na piaszczystej plaży. Ewentualnie spacerowałam po okolicy, wszędzie mijając skąpo ubranych turystów i miejscowych.  Żyć nie umierać, myślałam sobie.

Co się zmieniło?

Pora roku. I to po konkrecie. Pierwszego dnia stażu przełożona zapytała, czy mimo wszystko jestem gotowa na zimę. Jaką zimę? O co jej chodzi? Czytałam w przewodnikach, że tu temperatury nie powinny spadać poniżej jakichś 10 stopni, a ja przecież z Polski jestem i skoro zimę w Rosji przeżyłam, to takie ciepełko nie jest mi groźne. Och, co za pycha!

A  teraz sobie wyobraź, że jeszcze 30 października leżałam na plaży w samym (kurcze) bikini, popijając zimne piwo, a smaliło jakby sam diabeł miał ochotę się lekko zrumienić. Dwa dni później musiałam jednak kupić zimową kurtkę i to z kapturem, bo (że tak powiem) pogodę trafił szlag! I żegnaj piękna plażo, do zobaczenia w przyszłym sezonie słoneczko.

Od tamtej pory pogoda tu iście angielska. Wiecznie tylko leje, wieje i piździ! A wiesz co jest najlepsze? W Portugalii nie ma czegoś takiego jak pieprzone centralne ogrzewanie! Ba, kominków w mieszkaniach też nie mają, a w dodatku nikt tu nigdy nie słyszał o piecu, w którym pali się zimą!

Stety czy niestety, męski typ Portugalczyka wcale mnie nie kręci, bo faceci mimo że zadbani, to cholernie niscy i wszyscy do siebie podobni, a ja na widok Ronaldo nie robię w gacie. W mieszkaniach tu bywa zimniej niż na dworze, pewnie ze względu na nieszczelne okna. Drzwi w kuchni, z których można wyjść na mały tarasik, mają szparę na dwa palce (przy samiuśkiej podłodze), jakkolwiek to brzmi! Nie zostało mi nic innego, jak tylko dolać sobie kieliszek porto i przedstawić Ci:

Najlepszy przyjaciel w Portugalii!
Oto mój najlepszy przyjaciel w Portugalii!

Jeśli więc wybierasz się tu poza sezonem doradzam: weź coś ekstra ciepłego! Pulower jakiś, skarpety wełniane, najlepiej takie po pachy. Bielizna w podobnym tonie też nie zawadzi! Do tego dużo nieprzemakalnych rzeczy i solidną parasolkę! Obiecuję, że się przyda 🙂 Dziękuję za uwagę!

Zobacz też:

Weekend w Porto – część pierwsza

 

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Najlepszy przyjaciel w Portugalii"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Max
Gość

Taki to dopiero potrafi rozgrzać kobietę…

Urszulka
Gość

brrr! myślałam że gorzej niż w Anglii być nie może jesienią! 😛

wpDiscuz