Intensywny maj i podsumowanie miesiąca

Kolejny miesiąc minął zanim zdążyłam pomyśleć. Zanim zdążyłam pomyśleć zdarzyła się majówka, wcześniejsze zakończenie semestru, wyjazd do Anglii, nowa praca, zakup roweru, trochę wycieczek. Intensywny maj.

Na blogu

Może (jeszcze) tego nie widać, ale w maju działo się na tyle, że nawet nie było czasu siedzieć przed komputerem. Biję się za to w pierś, a nie zanosi się, żeby w czerwcu było mniej intensywnie. Ostatnio nawet robię sobie weekendy bez Internetu, co podobno jest rzadkością w tych czasach. Ostatnio nawet zdarza mi się zabrać za pisanie, ale po chwili budzę się w środku nocy z laptopem na kolanach. Dlatego w maju pojawiły się tylko cztery teksty.

Małe podsumowanie kwietnia – Przeplatało się w pogodzie przez cały miesiąc. Z jednej strony zimowa kurtka na grzebiecie, z drugiej strój kąpielowy i opalanie w zaciszu domowego ogródka. Do tego niesamowite spotkania!

Majówka w Polsce, czyli weekend pod Kielcami – I chociaż majówka w świętokrzyskim pogodą nie rozpieszczała, to mimo wszytko: jak się bawić, to się bawić! Odwiedziłam małą miejscowość pod Kielcami – Krajno, Tokarnię i wybrałam się do Sandomierza!

Depresja emigranta, czyli powrót do angielskiej rzeczywistości – Przecież wszystko jest pięknie, utrzymujemy rodziny, zarabiamy w obcej walucie, podobno dorobiliśmy się milionów, a nasze życie jest usłane… No właśnie czym?

Dlaczego Polacy są w Anglii, czyli z dziwne pytanie od Anglika – Po raz kolejny przyleciałam na Wyspy. Po dwóch nieudanych romansach, czy jak kto woli, nieudanych próbach związku z tamtą ziemią, doszłam do wniosku, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni.

Niestety angielski projekt, w który aktualnie jestem zaangażowana pochłania mnie bezlitośnie. Praca od poniedziałku do soboty, po 11 godzin dziennie jest emocjonująca i dosłownie zżera całą moją moc! Nie to żebym się żaliła, absolutnie nie! Uwielbiam tam pracować, a potwierdzeniem niech będzie moja obecność przy projekcie po raz czwarty i już zacieram ręce, żeby dołączyć w przyszłym roku! Praca z ludźmi i osiąganie celów to to, co definitywnie mnie cieszy. Czasami mam wrażenie, że mogłabym pracować tylko przy takich projektach i to do końca mojej kariery. Ludzie z całego świata, praca w grupie, bycie liderem i tyle śmiechu, że czasami aż brzuchy bolą!

Intensywny maj

Zaczęło się niewinnie. Pod koniec kwietnia okazało się, że szlag trafił moją planowaną majówkę w Holandii. Nie miałam już za dużo czasu, żeby ogarnąć coś innego, szczególnie, że miałam jechać tam wspólnie z mamą. Postanowiłyśmy wybrać się więc do rodziny, do Kielc. Byłyśmy tam ładnych kilka razy, ale nigdy raczej na intensywne zwiedzanie.

Była więc Tokarnia i Park Etnograficzny. Na majówkę było tam spore poruszenie, ze względu na lokalny festyn, gdzie można było dobrze pojeść i jeszcze coś do domu przywieźć! Przy okazji można było podziwiać, jak żyli kiedyś mieszkańcy tego regionu.

Dalej był jednodniowy wypad do Sandomierza. Piękne miasteczko, położone nad Wisłą. Spacer po Starym Mieście miał w sobie coś magicznego, mimo że akurat na ten weekend do miasta zjeżdżają tu setki turystów za sprawą festiwalu filmowego! Był Zamek Królewski, Brama Opatowska, Dom Długosza, Bazylika Katedralna Narodzenia Najświętszej Marii Panny i Zbrojownia Rycerska.

A na koniec było Krajno. Do parku miniatur polecam się wybrać i to o każdej porze roku. Widoki z góry robią wrażenie, a trochę potrwa zanim tam dotrzesz, bo po drodze do zwiedzenia masz pół świata! Dobra odskocznia od miasta, dobra zabawa dla dorosłych i dla tych młodszych, doby sposób na sprawdzenie własnych możliwości. Zimową porą warto wybrać się do sąsiadującego z Parkiem Rozrywki i Miniatur Ośrodka Narciarskiego SABAT.

Do pracy rodacy!

Zaraz po majówce trzeba było znowu pakować walizki i jechać do Anglii, po raz kolejny. Niby Brexit, a oni dalej potrzebują tu chętnych do pracy. Już od kilku miesięcy miałam zaklepaną posadę, także o nic nie musiałam się w zasadzie martwić. Doszłam też do wniosku, że spędziłam tu trochę życia, a nigdy nie miałam czasu (i chyba chęci) podróżować. Postanowiłam więc to zmienić.

Robota robotą, ale pół Anglii i okolice same się nie zwiedzą, prawda? A lista do zrobienia była (i dalej jest) całkiem długa! Problem w tym, że jak kończę pracę w sobotę po 15.00, to staram się ogarnąć chociaż okolice! Dzięki Anglikom za majowy Bank Holiday! Z Milton Keynes do Londynu mam niecałą godzinę drogi pociągiem, więc nie mogłam się powstrzymać!

Nie ukrywam, że na Wyspach mam znajomych, tych bliższych i dalszych. Gdybym tak planowała ich odwiedzić wszystkich, to mogłoby mi czasu zabraknąć, a to wszystko przez Polską gościnność! Pojechałam więc do Rugby (Aniu, dzięki jeszcze raz za wspaniały weekend)! Niedaleko od Rugby znajduje się Kenilworth Castle, w Warwickshire. Dobre miejsce zarówno dla pasjonatów historii, miłośników piknikowania i rodzin z dziećmi!

Dalej było The Yorkshire Three Peaks Challenge, czyli łażenie po górach. Trzy szczyty na weekend. Pierwszy dzień 45 kilometrów, w drugi kolejne 20 (relacja już niedługo)!

  • Pen-y-Ghent (694 metry)
  • Ingleborough (723 metry)
  • Whernside (736 metrów)

 I tak intensywny maj się skończył!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz