Hiszpański dziennik – tydzień trzeci

Niby ten czas leci, a czasami tu mam wrażenie, że stanął w miejscu. Dzieje się tak zazwyczaj jak jestem w pracy, ale tak chyba dzieje się wszędzie.  Za mną tydzień trzeci i czas na podsumowanie. 

Kartagena, niedziela 29. 10. 2017

Dziś wybrałyśmy się do Kartageny, położonej zaledwie 55 kilometrów od Murcji. Autobusem jedzie się tu niecałą godzinę, po drodze mijając góry z każdej możliwej strony. Koniec października, a pogoda dalej plażowa! Na miejscu byłyśmy około 9 rano. W drodze do informacji turystycznej mijałyśmy pozostałości rzymskiego teatru, pozostałości po zabytkowych kamienicach podparte specjalnymi rusztowaniami. O tej godzinie to miasto jeszcze spało. Na centralnym placu koło Ratusza rozkładał się mały ryneczek z rękodziełem.  Niestety biuro było jeszcze zamknięte, więc poszłyśmy z koleżanką na kawę i najlepszego croissanta pod słońcem!

Obie chciałyśmy zajść do Narodowego Muzeum Archeologii Podwodnej, zobaczyć pomnik poświęcony ofiarom terroryzmu nieopodal port i budynku politechniki. Poinformowano nas również, że plaża oddalona  jest od centrum o ponad 3 kilometry i nie jedzie tam żaden autobus, więc najlepiej udać się tam taksówką. Tylko po co, skoro można się przejść. Spacerem udało się nam to w niecałą godzinę. Pierwsza plaża na jaką trafiłyśmy nie była ogromna, ale w sam raz na niedzielny relaks. Po jakiejś godzinie dołączyły do nas kolejne 2 dziewczyny z pracy. Nie mogłam w to uwierzyć, ale dałam się namówić na kąpiel w morzu! Woda była niesamowita – spokojna, czysta i ciepła! O Kartagenie będzie osobny wpis!

Murcja, poniedziałek 30. 10. 2017

Od tych kąpieli chyba coś zaczyna mnie łapać, a przede mną cały tydzień! Na domiar złego miałam dzisiaj kolejne spotkanie z kobietą z agencji odnośnie pokoju, który wynajmuję. Poprosiłam moją szefową Asię, żeby się na nie ze mną wybrała, bo przecież ja bez znajomości hiszpańskiego i tak nic nie zdziałam. Po ponad 45 minutach debaty z tą nawiedzoną babą stanęło na tym, że mogę mieszkać tam przez kolejny miesiąc i ominie mnie stres związany z szukaniem czegoś na 6 tygodni. Asia była zdziwiona i zniesmaczona brakiem profesjonalizmu tej dziewczyny. Muszę niestety wybulić kolejnych 300 EUR i prawdopodobnie moja kaucja (200 EUR) i tak przepadnie.

Murcja, wtorek 31. 10. 2017

Dzisiaj Halloween i „impreza” w pracy. Nie miałam pojęcia, że w Hiszpanii podchodzi się do tego aż tak na serio. Byliśmy poproszeni o chociażby minimalne przebranie się. Szczerze mówiąc  byłam w szoku, bo w pracy większość ludzi z działu obok była poprzebierana i to bardzo solidnie! Mój szef i tak wygrał, bo ganiał pół dnia w stroju (chyba) rzeźnika, upaćkany sztuczną (mam nadzieję) krwią od stóp po czubek głowy. O 17.30 mieliśmy skończyć pracę i zacząć kolację, która okazała się być nadzwyczaj skromna. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i czas było zmyć makijaż i iść do domu.

Wieczór miałam zamiar spędzić w domu, ale koleżanka z pracy wyciągnęła mnie na piwo. Dzięki temu znalazłam bardzo fajną knajpkę niedaleko swojego mieszkania. Kiosco Universidad na Calle Madre Antonia María de Oviedo. To mała budka, która kiosk bardzo przypomina. Tyle że to kiosk z robionym na widoku jedzeniem, zimnym piwem w litrowych butelkach i genialnie przemiłą obsługą. Stoliki na zewnątrz pod parasolami i mnóstwo młodych ludzi! Może i to był mój pierwszy raz tam, ale nie ostatni.

Murcja, środa 1. 11. 2017

Po wczorajszych kilku zimnych piwkach spałam jak suseł i to dość długo! A co! Przecież dziś wolne. Dzień jakiś odrobinę nostalgiczny, mimo że na dworze piękne słońce w środku mi jakoś smutno. Jakoś jesiennie i sentymentalnie. Dzisiaj chciałabym być w domu, w Żaganiu, razem z mamą i resztą rodziny. Są czasami takie dni podczas dłuższych pobytów za granicą, że człowiek mimochodem tęskni, prawda?

Wybrałam się nareszcie, żeby pogubić się w tym mieście. Niestety, jak człowiek ma ochotę się zgubić, to mu nie idzie (ostatnio zgubiłam się idąc do pracy). Obeszłam rzekę i jednym i drugim brzegiem. Przeszłam chyba wszystkie mosty i zgłodniałam. Znalazłam polecaną restaurację z typowym dla Murcji jedzeniem i co? Oczywiście była pusta! Obsługa prężnie uwijała się ze sprzątaniem i przygotowywaniem czystych stolików, a uprzejmy kelner zaprosił mnie na ponowne otwarcie o 20.00! Nigdy chyba nie nauczę się, że o godzinie, kiedy normalnie jadam, tu mają sjestę! Pochodziłam jeszcze po zmroku wśród zatłoczonych uliczek centrum i wróciłam do domu.

Murcja, czwartek 2. 11. 2017

Dziś na stronie bardzo popularnego w Hiszpanii przewoźnika – ALSA – promocja na bilety autobusowe na wszystkich trasach! Tną ceny o połowę! Z tego względu kupiłam bilety do Madrytu za jakieś 10 EUR! Po pracy miałam niecny plan kupienia jeszcze kilku biletów, niestety kiedy chciałam zapłacić za bilety do Malagi (za równie śmieszne pieniądze) okazało się, że wyrzuca mnie ze strony! Robiłam co mogłam, niestety za każdym razem było to samo! Na ten moment muszę zadowolić się Madrytem. Tyle miejsc chciałabym jeszcze tu zobaczyć, ale czasami ceny biletów mnie powalają. Ciężko się tłuc 7 godzin autobusem w jedną stronę, jeżeli wolne się ma tylko w sobotę i niedzielę. Rozważam jeszcze Barcelonę, Sewillę, Majorkę…

Murcja, piątek 3. 11. 2017

No i tak. Dzisiaj promocji na bilety już nie ma, ale jest piątek. W nagrodę pocieszenia, kupiłam sobie bilet do Alicante na niedzielę. Jadę na plażę, żeby skorzystać z prawdopodobnie ostatnich w pełni słonecznych dni wolnych. Mają być 24 stopnie i bezchmurne niebo! Prosto po kursie hiszpańskiego poszłam do pracy na 12.00, bo dziś mamy możliwość skończyć wcześniej! Lubię ten wyluzowany rodzaj pracy i podobne podejście. Weekend zapowiada się na wielkim luzie! I tak właśnie minął mi trzeci tydzień w Murcji i okolicach 🙂

Wcześniejsze dzienniki:

Tydzień pierwszy

Weekend w Walencji

Tydzień drugi

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz