Hiszpański dziennik – pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień w Hiszpanii już za mną. Nie mogę uwierzyć, że czas tak szybko tu płynie. Były nieprzespane noce, dużo nowych twarzy, zaznajamianie się z obowiązkami w pracy i dużo, dużo słońca!

Murcja, sobota 14.10.2017

Kupując bilety na 14 w sobotę nie miałam bladego pojęcia, że 13 wypada w piątek (blond moment), a przesądna trochę jestem, chociaż prababcia mówiła, że kto wierzy w gusła, temu dupa uschła! Tego dnia miałam wrażenie, że wszystko będzie szło nie tak, jak trzeba. Na moje szczęście byłam w błędzie. Skończyło się na tym, że walizka była ciężka i odpadło jej kółko, dlatego mam odciski na dłoniach i posiniaczone nogi.

Umówiłam się na oglądanie mieszkania i w razie co ogarnęłam adresy hoteli. Nie brałam jednak pod uwagę faktu, że 13 piątek przeciągnie się do 14 w sobotę. Z ledwością (po nieprzespanej na lotnisku w Warszawie nocy) dotaszczyłam ciężar swoich trzech miesięcy na odpowiedni przystanek na lotnisku w Alicante. Zanim dotarłam pod podany adres mój telefon był prawie rozładowany, a ja głodna i lekko śmierdząca nie miałam na nic sił. Do tego okazało się, że pani, z którą byłam umówiona nie mówi po angielsku, a jak mówi, to ni cholery nie da się tego zrozumieć! Jakoś się dogadałyśmy, mimo że mieszkanie okazało się być nie w tym miejscu co chciałam i nie za cenę, której oczekiwałam. Cały sobotni dziennik jest tu.

Murcja, niedziela 15.10.2017

Niedziela miała być dniem relaksu i odpoczynku. Z tym drugim tu troszkę ciężko. Tu okna są tak cieniusieńkie, że nawet jak je zamkniesz i do tego spuścisz roletę zewnętrzną, to dalej czujesz się jak człowiek śpiący na ulicy, za wyjątkiem tego, że śpisz na pierwszym piętrze w dość wygodnym łóżku. Umęczyłam się samym zasypianiem tak, jak umęczyłam się w drodze do Murcji! Do tego miałam pobudkę po chińsku (jak to się robi, opowiadam tu).

Później było już tylko lepiej. Przeszłam się na spacer po mieście i zajęło mi to kilka godzin. Po 23 byłam umówiona z dziewczyną, którą poznałam drogą mailową. Przyjechała tydzień przede mną, a w Polsce mieszkamy od siebie jakieś 50 kilometrów. Jakimś cudem na chwilę przed północą znalazłyśmy otwarty bar, z którego po godzinie musiałyśmy wyjść, bo zamykano. Tak miło nam się gawędziło, że skończyłyśmy u mnie na balkonie, gadając do 4 rano. Alicja jest bardzo sympatyczną, pomocną i mądrą dziewczyną. Skończyła prawo w Toruniu i teraz zastanawia się nad następnym krokiem. Cieszę się, że ją poznałam.

Murcja, poniedziałek 16.10.2017

Nadszedł mój pierwszy dzień pracy. Po raz kolejny zrobiłam mały błąd taktyczny, a mianowicie, przyleciałam do Hiszpanii dwa dni przed rozpoczęciem pracy. Zamiast przylecieć chociaż tydzień wcześniej, żeby poznać miasto, pojechać i poleżeć na plaży, załapać trochę hiszpańskiego słońca, to nie! W Portugalii zrobiłam dokładnie to samo! No nic – musztarda po obiedzie.

Czekała na mnie moja szefowa, która jest Polką, mieszkającą w Hiszpanii od ponad siedmiu lat. Ku mojemu zdziwieniu była jedyną osobą z drugiej zmiany! Musiała ją odwołać, bo od 15 mieli działać informatycy i byłoby duże zamieszanie, dlatego moi współpracownicy poproszeni byli o pracę z domu! Szkoda, bo bardzo chciałam poznać (teraz) już nowych ludzi. Poznałam również głównego szef – młodego, uśmiechniętego szefa, który podobno zakochany jest w… cyferkach. No cóż, podobno szefowie tak mają. Tu znajdziesz więcej.

Murcja, wtorek 17.10.2017

Dzisiaj poznałam swoich nowych współpracowników. Okazało się, że Polska wygrała ilościowo ten konkurs! W biurze są nas 4 Polki (w tym nasza szefowa) i już niedługo będzie nas jeszcze więcej! Są też 2 dziewczyny z Niemiec, dziewczyna z Turcji i nasz jedyny rodzynek z Belgii. Generalnie bardzo miła ekipa, a wszyscy są w trakcie, albo po mega studiach. Nikt nie jest tu na Erasmusie po raz pierwszy. Niestety nie mamy dużo czasu na pogawędki w biurze, biorąc pod uwagę tylko 15 minutową przerwę i szklane ściany, gdzie wszystko widać i słychać. Mam jednak nadzieję, że poznamy się bliżej podczas tych kilku tygodni.

Po pracy wybrałyśmy się skromnym polskim gronem na kolację do centrum. Tylko polskim, bo reszta miała inne plany, była chora, albo zmęczona. Dla mnie niesamowitym jest fakt, że ludzie, których tu poznaję, mają ogromne doświadczenie podróżnicze, a do tego są tak młodzi! W ich wieku jeszcze nawet nie wiedziałam, że można studiować, czy też wyjeżdżać na staże zagraniczne opłacane przez uniwersytet! Tyle ciekawych rzeczy mnie ominęło! Rozeszłyśmy się po 23 i dziś chyba nareszcie się wyśpię!

Murcja, środa 18.10.2017

Jasne. Pobożne życzenie. Do rannych ptaszków nie należę i jedyna rzecz, która bardzo mnie wkurza, to jak ktoś budzi mnie z samego rana i to trzaskaniem drzwiami (albo darciem mordy, jakby co najmniej się paliło)! Niestety mieszkam z chińskim dziwakiem, który za nic widocznie ma współlokatorów i ich sen. Wstaje po 6 rano i zaczyna swoje rozmowy na skype, prawdopodobnie ucząc się hiszpańskiego.

I od tej godziny miałam już pospane.  Zdecydowałam się wstać i iść na jakieś zakupy, bo w lodówce, oprócz polskich kabanosów nie mam nic, a codzienne jadanie po knajpach nie wchodzi w grę, bo najzwyczajniej w świecie nie mam na to pieniędzy. Nie spodziewałam się, że życie tu jest tak drogie. Mimo, że dostałam zwiększone stypendium (600 EUR) to i tak jest mega krucho. Do dziś wydałam ponad 600 na mieszkanie, kaucję i jedzenie na mieście. A do tego chcę zapisać  się na kurs językowy!

Murcja, czwartek, 19.10.2017

Wczoraj po pracy, poszliśmy na miasto z ludzikami z pracy. Posiedzieć, pogadać, poznać się. Skończyło się to popiciem! Ratunku, moja głowa. I w tym momencie cieszę się, że mam do pracy na 14.30! Niestety tak to czasami bywa, że człowiek wychodzi na jedno piwo i kończy na imprezie, i to w środku tygodnia! W Murcji jest bardzo dużo studentów i miejsc, które rozkwitają po 22.00! Tak fajnie nam się siedziało i nagle przyszedł ten moment, że wszystkim (poza mną) zachciało się tańczyć, a że jestem osobą zero asertywną, to przecież nie mogłam powiedzieć nie!

Jakby tego było mało, mój współlokator (tak, ten chińczyk) postanowił przeprowadzić ze mną poważną rozmowę. Po hiszpańsku! Ile razy można człowiekowi powtarzać, że ja nie rozumiem tego języka! Potrafię się przedstawić, powiedzieć skąd jestem i czym się zajmuję. Znam też dużo brzydkich słów! Okazało się, że kolega studiuje chyba na wydziale teologicznym, więc jego pierwsze pytanie brzmiało, czy wierzę w Boga! Byłam właśnie w drodze do kuchni, w krótkich spodenkach i koszulce, z ogromnym bólem głowy, a on dopada mnie z takim pytaniem. Staram się nie być dla ludzi niemiła, bo wiem, że to zawsze wraca, więc i tu się starałam. Dowiedziałam się dzięki tłumaczowi Google, że mój strój po domu jest nieodpowiedni! To chyba jakaś pomyłka, myślałam, ale on ciągle gadał, żebym się odziała! Na zewnątrz jest jakieś 1000 stopni! Masakra!

Murcja, piątek, 20.10.2017

Jakoś przeżyliśmy w pracy ten dzień. Nikomu jedna nie było do śmiechu! Szczególnie tym, co to poszli się integrować do białego rana! Generalnie ustaliliśmy, że jedziemy na weekend do Walencji. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale nie zanosiło się, że zbierze się taka ekipa. 5 osób z pracy i 2 znajomych znajomych. Zapowiada się ciekawie! Jedziemy w sobotę z samego rana i wracamy w niedzielę późnym wieczorem. Ja zdecydowałam się najpóźniej, bo i wcześniej o wyjeździe nie wiedziałam, a miałam plan jechać do Kartaginy. Myślę, że wyjazd taką paczką, będzie mega ciekawy, więc na szybko kupiłam bilety (34 EUR  w obie strony na autobus) i wykupiłam ten sam hostel, co reszta (za 14 EUR ze śniadaniem). Mam nadzieję na fajny wyjazd! I tak minął mi pierwszy tydzień! Oby tak dalej!

Walencja, sobota, 21.10.2017

Jestem gdzieś w drodze do Walencji i mam nadzieję, że zaraz po powrocie uda mi się o tym napisać! Miłego weekendu 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz