Hiszpański dziennik – monolog pierwszy

Pierwszy dzień w Hiszpanii był okupiony nerwami, stresem i rezygnacją z jednej strony, a z drugiej poczuciem zwycięstwa i kompletnym relaksem. Jak to wszystko się zaczęło? Hiszpański dziennik – monolog pierwszy!

Murcja, sobota 14 10 2017 – dzień pierwszy

Ofertę stażu znalazłam na stronie ErasmusIntern. Wchodzę tam od czasu do czasu i wysyłam po 3-5 CV. Ostatnio miałam takie szczęście, że na wszystkie 5 ofert dostałam pozytywne odpowiedzi, co oczywiście nie równało się z tym, że już mam staż zapewniony. Z dwóch zrezygnowałam, bo nie pasował mi zadany prze firmę termin, jedna okazała się całkiem bezpłatna (chociaż w ofercie było coś innego). Miałam dwie pozytywne rozmowy kwalifikacyjne i… Wybrałam mniej płatny staż, ale w miejscu gdzie zawsze chciałam pomieszkać! Hiszpania i Niemcy? To chyba prosta decyzja (w moim przypadku). Dalej było już tylko załatwianie dokumentów, podpisów, indywidualnego toku nauczania, stypendiów, kupowanie biletów i pakowanie. Czyli same (mało) przyjemne rzeczy. Kto był, ten wie. Kto nie był, nauczyłby się ogromu cierpliwości jakiego to wymaga!

Wyjazd 13 w piątek i szukanie mieszkania

Kupując bilety na 14 w sobotę nie miałam bladego pojęcia, że 13 wypada w piątek (blond moment), a przesądna trochę jestem, chociaż prababcia mówiła, że kto wierzy w gusła, temu dupa uschła! Tego dnia miałam wrażenie, że taksówka nie przyjedzie, spóźnię się na pociąg, który i tak się wykolei, albo ewentualnie odwołają loty. Skończyło się na tym, że walizka była ciężka i odpadło jej kółko, dlatego mam odciski na dłoniach i posiniaczone nogi.

Do tego zawsze mam ogarnięty nocleg zanim gdzieś wyjadę. Zawsze! Szukam, aż znajdę. Jakoś do tej pory miałam szczęście. Tym razem skontaktowałam się na miesiąc wcześniej z gościem z CS, żeby na starcie móc iść z kimś na piwo i pozwiedzać miasto. Okazał się bardzo, bardzo pomocny. Fenomen. Anglik mieszkający od kilku lat w Hiszpanii, który płynnie mówi w tym języku. Podał mi najlepsze strony do szukania niedrogich pokoi do wynajęcia, zaoferował nocleg w razie potrzeby i usługi tłumacza. Po kolejnej odpowiedzi właściciela na moją prośbę o spotkanie w sprawie mieszkania okazywało się, że albo ni w ząb angielskiego, albo jestem jakąś marzycielką, że ktoś mi wynajmie mieszkanie i klepnie na miesiąc wcześniej i bez wcześniejszego zobaczenia mnie.

Postanowiłam posłuchać rad bardziej doświadczonego w mieszkaniu w Murcji i zacząć szukać tydzień przed. I nie był to najlepszy pomysł, zważając na to, że zaczyna się rok akademicki i nie jestem jedyną w potrzebie. I do tego kolega z CS przestał odpowiadać na moje zapytania kilka dni przed wylotem. Do ostatnich chwil łudziłam się, że może gdzieś podróżował, był zajęty i tak dalej. Taka mała wystawka!

Nieogarnięcie totalne

Umówiłam się na jedno oglądanie mieszkania i ogarnęłam adresy hoteli. Nie brałam jednak pod uwagę faktu, że 13 piątek przeciągnie się do 14 w sobotę. Z ledwością (po nieprzespanej na lotnisku w Warszawie nocy) dotaszczyłam ciężar swoich trzech miesięcy na odpowiedni przystanek na lotnisku w Alicante. Zanim dotarłam pod podany adres mój telefon był prawie rozładowany, a ja głodna i lekko śmierdząca nie miałam na nic sił. Do tego okazało się, że pani, z którą byłam umówiona nie mówi po angielsku, a jak mówi, to ni cholery nie da się tego zrozumieć!

Chciała mnie oszukać na tak zajebistą kasę, że aż w głowie mi się to nie mieściło! Mieszkanie miało być niedaleko mojej pracy i kosztować 220 EURO plus zwrotny depozyt w tej samej kwocie. Na miejscu okazało się, że tego pokoju już nie ma i nie ma nic w podobnej kwocie. Wszystko zaczyna się od 280 EURO z rachunkami, bez Internetu i bardzo daleko od miejsca, w którym chciałam mieszkać! Dodatkowo pani chciała mnie obciążyć kwotą 300 EURO za jednorazową przysługę, bo spotkała się ze mną w sobotę! Zamiast 880 EURO z rachunkami i netem koło miejsca pracy, miałam zapłacić 1280 EURO za miejsce na wygwizdowie i to bez oglądania mieszkania! Laska zrobiła sobie ze mnie żarty, ale nie pytaj, bo podpisałam jakieś papiery po hiszpańsku, zapłaciłam za pierwszy miesiąc i za zwrotny depozyt i dogadałyśmy się, że jak się u nich coś zwolni, to  zamieni mi pokoje. Ile w tym prawdy, tego nie wiem do tej pory.

Ale tego złego jeszcze nie koniec

Mam mieszkać z 3 facetami, chociaż to dla mnie nie nowość, to nowością zupełną był brak zrozumienia angielskiego. Ani odrobinki! Do tego jedyny współlokator jakiego poznałam jest Chińczykiem (okropnie kaleczącym hiszpański), który w pokoju gościnnym ma swoją internetową bazę, gdzie ciągle słucha czegoś w stylu wykładów w swoim języku, później gada ze swoją (chyba) matką, (chyba) dziewczyną i to wszystko bez słuchawek! Później jeszcze trochę chińskiej muzyki i to oczywiście też bez słuchawek! Nawet nie ma szans mu wytłumaczyć, że coś jest nie tak!

Do tego, jak poszłam na pierwszy spacer po okolicy, okazało się, że nie tylko nie mieszkam na wygwizdowie, a 2 minuty od centrum i 30 sekund od Wydziału Teologii. W dodatku jeszcze nad 6 knajpami. Ten miesiąc chyba mam pospany! Ale dotarłam, bez większych strat i z tego się cieszę. Jutro idę odkrywać nowe miasto i ogromne możliwości mojej nowej (pierwszej) lustrzanki! A to wszystko zaczęło się od marzeń!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz