Hiszpański dziennik – drugi tydzień

W życiu nie można mieć wszystkiego – mawiają ludzie. Nie lubię tak myśleć, ale ostatnio bardzo mnie to zastanawia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że tu jestem, a z drugiej po dwóch tygodniach mam już dość.

Murcja, poniedziałek 23. 10. 2017

Ten tydzień był pełen dziwnych zdarzeń i to niekoniecznie pozytywnych. Mam dziwne przeczucie, że prześladuje mnie jakiś dziwny pech. Po weekendowej wycieczce do Walencji obudziłam się chora. W autobusie do Murcji było tak zimno, że to się w pale nie mieści! Ból gardła, zatkany nos, dreszcze? Nie, nie proszę o jeszcze! Na dworze jakieś 28 stopni, a mi jest zimno i do pracy idę w swetrze! W pracy mam ochotę strzelić sobie w łeb, nie mogę się skoncentrować i ledwo patrze na oczy. No nic, dzisiaj położę się wcześniej.

Koleżanka z pracy zapisała się na intensywny kurs języka hiszpańskiego i dziś go zaczyna. Chciałam dołączyć do jej grupy, bo to poziom totalnie podstawowy ale maila od szkoły dostałam dziś rano i niestety pierwsza lekcja mi przepadnie. Zawsze chciałam nauczyć się hiszpańskiego, więc mam nadzieję, że załapię podstawy chodząc na zajęcia przez dwa miesiące, po 6 godzin w tygodniu. Jutro dołączę do grupy i zobaczymy jak to będzie. Mam nadzieję czuć się lepiej niż dzisiaj!

Murcja, wtorek 24. 10. 2017

No i owszem, czuję się lepiej, a pierwsza lekcja hiszpańskiego już za mną. Źle nie było, ale zaczynam powątpiewać, czy czegokolwiek się nauczę. Grupa jest mała, bo jest nas tylko 5 dziewczyn, a nauczycielka jest bardzo sympatyczna i cierpliwa. Problem w tym, że 2 dziewczyny są z Włoch i nie potrafią mówić po angielsku. Nauczycielka zna włoski i tłumaczy im wszystko w ich języku, a dodatkowo nam po angielsku. Dla mnie to trochę zamieszanie, bo nie mam pocięcia kiedy po jakiemu mówi! Wyszłam z pierwszych zajęć ze znajomością odmiany czasowników regularnych, ale gdyby nie wcześniejsze lekcje z YouTube to nie potrafiłabym powiedzieć o sobie 5 zdań. Chyba pomyślę nad tym kursem, bo 180 EUR na miesiąc piechotą nie chodzi.

Murcja, środa 25.10.2017

Co za dzień! Pisałam wcześniej, że mam mega problem z mieszkaniem, a raczej z agencją, od której je wynajmuję (no i nie liczę chińskiego współlokatora)! Skontaktowałam się z nimi, żeby zapytać, czy mają może inny pokój, trochę dalej od ścisłego centrum miasta i ewentualnie czy mogę tu zostać do świąt (właśnie kupiłam bilety i wracam do Polski 21 grudnia za jedyne 31 EUR)! Byłam w ciężkim szoku, bo okazało  się, że tak i owszem mają coś innego i mogę dziś po pracy przyjść i zobaczyć. Muszę tylko potwierdzić na godzinę wcześniej, że będę pod umówionym adresem. Dla jasności, poprosiłam koleżankę, żeby zadzwoniła i dogadała się z panią po hiszpańsku. Wszystko miało być cacy.

Niestety okazało się, że mieszkanie znajduje się dwie ulice dalej niż obecnie mieszkam, a dodatkowo znajduje się nad ogromnym irlandzkim barem, w okolicy kilku innych imprezowni! Nigdy się tu nie wyśpię – pomyślałam – ale może chociaż będę miała normalnych współlokatorów. Byłam na miejscu kwadrans przed czasem, więc napisałam, że już jestem. Niestety moja wiadomość nie została przeczytana. Czekałam tylko 45 minut, żeby ktoś raczył odpowiedzieć, że przecież jest już na tym mieszkaniu i czeka na mnie. Drzwi otworzyła mi dokładnie ta sama (okropna i niereformowalna) Hiszpanka, która chciała mnie wcześniej naciągnąć i która nie mówi po angielsku!

Ręce opadły mi do samej ziemi!

Jej mina też zdradzała więcej niż 1000 słów. Niestety ja w kilka dni nie opanowałam hiszpańskiego, a ona nie kwapi się z angielskim. Wchodząc na mieszkanie rzuciło mi się w oczy, że jest ono puste, więc raczej to nie jest mieszkanie, które jest do wynajęcia w tym momencie. Kazała mi usiąść, zaczęła wypełniać ten sam kontrakt mieszkaniowy. Wyjaśniłam (albo i przyciemniłam) jej powód swojego przybycia i zdziwienie, bo nie miałam niczego przedłużać, tylko oglądać inny pokój! Wiedziałam z góry, że się nie dogadamy i poprosiłam, żeby zadzwoniła do koleżanki z pracy, która po angielsku mówi świetnie. Zadzwoniła. Niestety nie do koleżanki, a do jakiegoś faceta i gadała z nim jakieś pół godziny (prawdopodobnie o tym, jaka jestem strasznie głupia, uciążliwa i że najlepiej wykopałaby mnie z tego mieszkania, żeby nie oglądać mojej zakazanej twarzy)! Używając translatora po raz kolejny starałam się powiedzieć o co mi chodzi.

Niestety w zamian dostawałam tylko litanie po hiszpańsku. Krew gotowała się we mnie i autentycznie łapałam się za głowę, bo ta sytuacja była tak komiczna, że nic innego mi nie pozostało! Po 45 minutach bezsensownej straty czasu, zadzwoniła do koleżanki, która dawała mi wcześniej klucze. Niestety z tej rozmowy również nic nie wynikało, bo i owszem mogę zostać na tym mieszkaniu, co jestem, ale mam podpisać kontrakt i zapłacić dziś. Nie dało się jej przekonać, że nie jestem w tym momencie przygotowana, bo miałam oglądać mieszkanie, a nie podpisywać nową umowę! Poprosiłam, żeby to ona się ze mną kontaktowała następnym razem, bo inaczej pozabijamy się z jej koleżanką, i że przemyślę wszystko na spokojnie. Wychodząc byłam bliska płaczu!

Murcja, czwartek 26. 10. 2017

Od rana siedzę i szukam mieszkania. Innego niż agencyjne! Niby ogłoszeń jest mega dużo, ale większość z nich na minimum 5 miesięcy! Mimo wszystko kontaktuję się z właścicielami. Na 10 wiadomości wysłanych przed godziną dostałam zwrotne 2! Jedno jest już zajęte, a kolejne mogę zobaczyć już dziś wieczorem! Nadzieja ogarnęła moje serduszko! Może jeszcze ktoś się odezwie. Wypytałam w pracy wszystkich ze swojej zmiany i niestety nic. Jutro idziemy na wspólną kolację z dzienną zmianą, żeby się poznać, więc może a nóż widelec coś się zrodzi!

Po pracy poszłam oglądać mieszkanie. Wszystko byłoby idealnie, bo jest niedaleko pracy i niedaleko centrum jednocześnie! W mieszkaniu 2 Hiszpanów, okolica spokojna i cicha. Niestety Antonio chce wynająć je na dłuższy okres niż do świąt. Powiedział, że jeszcze kilka osób przyjdzie oglądać ten pokój w tym tygodniu i jeżeli ktoś zdecyduje się zostać na dłużej, to jest mu przykro ale nici. Odechciewa mi się powoli. Do tego jeszcze dziś czeka  mnie gotowanie! Bez glutenu i bez laktozy, bez cebuli i bez czosnku!

Murcja, piątek 27. 10. 2017

Wiesz, że sałatkę można robić do 4 nad ranem, jak się jest w dobrym towarzystwie? Tu generalnie czas płynie całkiem inaczej! Koleżanka z pracy zaprosiła mnie do siebie, żeby wspólnie coś upichcić. Skończyło się na tym, że wraz z jej współlokatorem siedzieliśmy i gadaliśmy o życiu, prawie do białego świtu! W pracy na szczęście był luz i dostaliśmy pozwolenie na wcześniejsze wyjście.

Gospodyni, do której dzisiaj się wybieramy, zażyczyła sobie, żeby każdy przyniósł coś do jedzenia. Nie byłoby większego problemu, gdyby nie fakt, że będzie nas 17 osób! Uczuleniowcy, weganki, wegetarianki! Tu pierogów ruskich nie zaserwujesz, ani schabowym nie uraczysz!  Impreza była u dziewczyn z pracy, które przez kompletny przypadek znalazły się w jednym domu i w jednej pracy! Włożyły mega dużo pracy w to, żeby nas ugościć, a kolacja była przepyszna! Towarzystwo różnorodne i to z całej Europy! Życzyłabym sobie (i każdemu) w przyszłości takiej ekipy w pracy! Po kolacji wybraliśmy się wszyscy do centrum na imprezę i tu pogubiliśmy się mimochodem! Noc jednak zaliczam do udanych! Poznać tylu świetnych ludzi na raz? Mega!

Murcja, sobota 28. 10. 2017

Noc była krótka, to trzeba przyznać, a ja jakimś cudem się dzisiaj wyspałam! To był dzień odpoczynku, rozmowy z bliskimi z Polski,  zakupów, spacerów po mieście. Wpadłam w kuchni na mojego współlokatora z Wenezueli, którego nie widziałam od momentu wprowadzenia się. On mówi po angielsku, chociaż sam przyznaje, że z trudem. Dla mnie ważny jest sam fakt interakcji w języku, który znam. Jest kucharzem i jednocześnie prowadzi swój biznes internetowy.

Zapytałam go jak mu się tu mieszka, po czym okazało się, że agencja od której wynajmujemy mieszkanie, to banda oszustów! Jego kuzyn, który mieszka w Murcji też naciął się na nich na początku swojego pobytu i nie oddano mu kaucji, bo podobno umowa jest tak napisana, że policzą Cię za wszystko i kaucji nie zobaczysz, a szkoda, bo to 220 EUR! W poniedziałek postaram się poradzić się ludzi w pracy, którzy stąd pochodzą. Ja podpisałam kontrakt na miesiąc, chociaż na dobrą sprawę podpisałam go na ślepo! Zobaczymy co z tego wyjdzie!

I tak minął mi drugi tydzień. Oby następny tydzień miał się jakoś lepiej! Resztę znajdziesz tu:

Monolog pierwszy

Monolog drugi

Monolog trzeci

Podsumowanie tygodnia

Weekend w Walencji

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz