Gordon Ramsay i totalna wtopa

Mojego gorącego uczucia do Gordona nie da się opisać w kilku słowach. Pytanie tylko: co to za uczucia?

Sobota, 3 sierpnia 2013, Londyn

Jakby ktoś chciał wiedzieć, moje urodziny. Jestem w Anglii już ładnych kilka dni, a dokładnie trzy tygodnie. Przymiarka druga. Oczywiście musiałam wpaść na genialny pomysł, że pierwszą wypłatę wydam na coś niepowtarzalnego, coś niesamowitego, coś o czym zawsze marzyłam! I zarezerwowałam stolik dla dwóch osób w restauracji. Nie jakiejś tam podrzędnej, nie byle jakiej. U samego Gordona Ramsaya.

Gordona uwielbiam, całą miłością mojego malutkiego serduszka. Za ten wyreżyserowany medialnie wizerunek, za wirtuozerię i za to, że czasami można powiedzieć o nim: no ludzki Pan! Jego kucharskich książek mam chyba ze sto, a każda oczywiście po angielsku, co by człowiek jeszcze jakiego słownictwa liznął. Osobiście testowałam przepisy i bez przechwałek, ale palce lizać. Gość ma głowę tam, gdzie trzeba. On ma.

Ma też kilkanaście restauracji w Londynie. Oczywiście sam w nich nie pracuje, bo chłopina czasu nie ma na głupoty. Ale jak sobie pomyślisz, jakiej klasy tam szefowie muszą dania przyrządzać, jak dostojnie to wszystko będzie wyglądać, a jak smakować! Żołądek aż sam się kurczy, a ślinka cieknie cienką stróżką do samej podłogi. Już czuję te aromaty, zamykam oczy i widzę to przytulne miejsce! Już dwa tygodnie wcześniej wiedziałam co zamówię!

Co poszło nie tak?

Dnia piękniejszego nie mogłyśmy sobie wyobrazić. W Londynie było wręcz gorąco (fakt faktem początek sierpnia, więc sama nie wiem czym się ekscytuję)! Rezerwacja w Foxtrot Oscar na 16.00, czyli jeszcze w czasie lunchu, a wtedy za trzy dania płacisz jak za dwa! No przecież, że się naczytałam, jak cudownie tam wszytko smakuje i nawet gdzieś mi przemknęło przed oczami, że Gordon często bywa tam w weekendy, razem ze swoją rodziną! Boże, jak bardzo chciałam go zobaczyć. Powiem więcej! Nawet skradłabym mu całuska, nie bacząc na zazdrosną żonkę!

Co zaskoczyło mnie od wejścia? Pustka! Totalna pustka i jeszcze raz pustka. Z zasady nie wchodzę do pustych knajp, bo to dobrze nie wróży, ale rezerwacja już zrobiona, Gordon Ramsay może przyjść tam lada chwila! Powitał nas przemiły i uśmiechnięty kelner, chociaż miałam sekundkę, kiedy wydawało mi się, że na dźwięk obcobrzmiącego akcentu, brewka mu się leciutko uniosła, jakby się zdziwił, że obcokrajowcy też jedzą.

Gorączka sobotniego popołudnia

Przynosi menu. Nie jest to lunch menu, ale przecież się nie odezwiemy. Z Polski jesteśmy, w dodatku żadna z nas miastowa nie jest! Chrzanić to, bo i tak widzę mule w białym winie i małże Świętego Jakuba, gazpacho, pasztecik z królika i osiągam wstępne pobudzenie, niczym podczas gry wstępnej i już czekam na swój kulinarny orgazm. Wiem przecież, że go doświadczę, przecież to sam Gordon Ramsay! Pobudka! Przychodzi kelner, pyta o drinka. Poleca to i tamto, przynosi zimne piwko w butelce, dostępne tylko w tych okolicach. Jesteśmy gotowe złożyć zamówienie i nagle.. ciach policzek!

-Muli dziś nie ma, przegrzebki się skończyły, ale jeśli Panie gustują w owocach morza i tego typu pysznościach, to polecam rybkę.

Jedną taką, drugą sraką. Przepraszam nie słuchałam. Stwierdziłyśmy, że w takim razie się zastanowimy, bo to przecież moje urodziny, bo to taka knajpa, a przy okazji do tłumaczenia menu potrzebny jest czas (i słownik oczywiście). Przyjaciółka uspokaja mnie, bo przecież brak produktów w tak zatłoczonej restauracji to normalka i łagodnym tonem poprosiła mnie, żebym nie marudziła jak bachor i wybrała coś z karty. Padło na pasztecik i rybkę na ziemniaczkach do tego gazpacho i kolejna rybka z jakimiś badylami.

Gordon Ramsay i pierwsze danie
Gordon Ramsay i pierwsze danie

Przystawki pierwsza klasa. Ludzie jakie to było wspaniałe! Podniecamy się tam na całego! Widzicie jak wygląda ta rybka? No cudnie! Kelner spytał, czy wszystko smakuje, po czym ulotnił się niezauważony. I nagle w zębach mi coś trzaska, co wydaje się być dziwne przy jedzeniu ziemniaków w formie purée. Sprawdzam powoli, czy oby na pewno mam wszystkie plomby, a z buzi wyciągam kamyczek. Kamyczek, kamyczek, znalazłam go na plaży aż się ciśnie do śpiewania! Aż soczysta kurwa rwie się na usta. A żeby to jedna.

Jak u Gordona rozwiązuje się problemy?

Po kilku chwilach niedowierzania grzecznie przywołałam wzrokiem kelnerkę i pokazując jej na dłoni kamyczek, informuję co zaszło. Ta mnie przeprasza, chwyta za mój talerz, po czym zapewnia, że porozmawia z szefem kuchni. I teraz nie uwierzysz! Kelnerka wraca, z przylepionym do twarzy uśmiechem, mówiąc mi, że szef zapewnia, że z daniem wszystko jest OK, a kamyczek to pewnie z tej muszelki i stawia przede mną ten sam talerz, wciąż uśmiechając się, jakby nic się nie stało.

– Może Pani zabrać ten talerz i przekazać szefowi, że może dokończyć. Ja o zęby się boję! – wydukałam łamiącym się głosem.

Gordon Ramsey i wtopa po całości
Gordon Ramsay i wtopa po całości

To jeszcze nie wszystko. Teraz popatrz na zdjęcie powyżej i zwróć uwagę na datę piwa. Teraz przypomnij sobie jaki mamy dzień? Brawo! Piwo jest przeterminowane! Nagle go knajpy wchodzi nasz uśmiechnięty kelner i po raz kolejny pyta czy wszystko smakuje. Zapytałam go więc grzecznie, co dokładnie znaczy angielskie best before, a ten grzecznie odpowiada, że jak dla przykładu, kupujemy jedzenie, to musimy zobaczyć, do kiedy możemy je zjeść, jaką datę ma na opakowaniu.

-Cóż, czyli chce Pan powiedzieć, że to piwo jet już po terminie? – zapytałam, pokazując mu butelkę. Myślałam, że gość ze wstydu się spali, co sugerowałaby jego purpurowa buzia. -Tak myślałam. Rachunek poproszę, poczekam na zewnątrz. 

Przeprosiny u Gordona..
Przeprosiny u Gordona..

Biedny kelner nie mógł zrozumieć, dlaczego jego koleżanka zachowała się w taki sposób. Nie chciał też usprawiedliwiać szefa kuchni. On sam, wyszedł z knajpy, żeby znaleźć dla mnie świeczki, bo przecież to moje urodziny! Jak się okazało niezbyt udane. Wyszłam głodna.

I teraz suchar na koniec:

-Jakie było ulubione danie tamtego szefa kuchni w restauracji Gordona Ramsaya?

-Danie dupy.

Dziękuję i smacznego!

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Gordon Ramsay i totalna wtopa"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
iwona
Gość

No to miałaś przygodę nie do uwierzenia. A już miałam nadzieję, że to po prostu inna restauracja się okazała, jakaś pomyłka może. I co z Twoją miłością do Gordona?

Klaudia
Gość

No cóż zdarza się najlepszym 😉 Szkoda tylko, że były to Twoje urodziny i zamiast smacznego lunchu spotkała Cię niefajna sytuacja. O ile kamyczek/muszelkę jeszcze bym wybaczyła, to o przeterminowanych produktach nie może być mowy! Na pocieszenie dodam, że miałam podobnie, tyle, że z knajpką Pani Magdy G.
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Daria | bezgrzesznarozpusta.pl
Gość

To Ci przygoda 😉 Dlatego ja pomimo wielu restauracyjnych doswiadczen i tak wole ukryte slodkie, malutkie i klimatyczne restauracyjki. Zawsze wychodze bardzo zadowolona, bo ludzie wkladaja tam serce w to co robia. Mam jednak nadzieje, ze wzielas to na smiech i nie zepsulo Ci to tak naprawde Twojego pieknego dnia. Pozdrawiam, Daria xxx

Patrycja
Gość

No to rzeczywiście wyszło biednie.

Klałdja
Gość

Adriana, ale chyba nie płaciłyście co???

Dominik
Gość

Kocham Gordona i widzę, że Ty też. 🙂 Współczuję takiej przygody :/

Gośka
Gość

O matko! Aż ciężko uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją u takiej sławy… Z moim charakterem zrobiłabym tam taką awanturę, że wspominaliby mnie przez długi czas.
Moja koleżanka była kiedyś w restauracji Ramseya w Londynie i przez 2 tygodnie twierdziła, że po tym co tam zjadła nic innego jej nie smakuje…

Damian
Gość

wow, cóż za przeżycie. No cóż zwykły obiad, nie emitowany w telewizji. Współczuje zmarnowanych urodzin i mam nadzieje ze nadrobilyscie wieczorem ten niesmak.

Rykoszetka
Gość

Oj, słabo, że tak nieciekawie trafiłaś… 🙁

Kinga
Gość

Mamy urodziny tego samego dnia ❤
Co do przygody urodzinowej to nie zazdroszczę.

wpDiscuz