Gniew Panny Skwaszonej

Sam tytuł już wieje grozą, a co dopiero opowiadanie o tym! Jeśli nie chcesz zrozumieć mnie źle od samego początku to zrobimy małą powtórkę z rozrywki. Wyjechałam (z nadzieją) do Wielkiej Brytanii w 2012 roku, a teraz mi się zebrało na wspominki. Dlatego polecam zacząć od:

Ten, kto już zna moje angielskie monologi wie, co może być dalej. Jesteśmy w punkcie, gdzie jako to ja Adrianka (z przyjaciółką) mieszkam na litewskiej wsi, na angielskiej ziemi. Pana Samotnika już znasz. To nas chłopina zaskoczył. Nawet zaprosił nas na herbatkę. W tej rozmowie nie było jednak niczego z entuzjazmu, czy chęci podtrzymania konwersacji, jak to się mawia w wyższych sferach. Może dlatego, że z miejsca zaczęłyśmy narzekać i zadawałyśmy zbyt dużo (osobistych) pytań, jak do jednej herbatki. Stwierdził jednak (i chyba widziałam tam przedziwny uśmieszek na twarzy), że mamy równo przechlapane, jeśli podpadłyśmy Pannie Skwaszonej. Trzeba było to z nią załatwiać, a nie wydzwaniać. Teraz założę się, że dostaniecie wycisk!

Gniew Panny Skwaszonej jest niczym złowieszcze chmury nad Londynem..
Gniew Panny Skwaszonej jest niczym złowieszcze chmury nad Londynem..

No to się chłopak nie pomylił ani o milimetr. Powiedział, że możemy go w ostateczności odwiedzać w przyszłości, ale było czuć, że to już była angielska grzeczność w stylu: wszystko ładnie, tak, tak, tak, ale więcej mi się tu nie pokazywać. Smutno, bo człowiek chciał nowych ludzi poznawać, przyjaźnie zawiązywać, do końca życia sobie kartki wysyłać, a tu klops!

Panna Skwaszona wróciła z pracy późno i owszem, ale przecież na pracę trzeba czekać i na nowy grafik także. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, że wreszcie pójdę do pracy (i zarobię na pokoik). Dodała tylko z przekąsem, że pojęcia nie miała, że Polakom do pracy się pali aż tak, żeby donosy na nią składać u szefa. Donosy? Przecież to przyjacielska rozmowa była. Jutro macie czekać na parkingu o 4.30 rano, a kto się spóźnia, do pracy nie jedzie. I nie zapomnijcie mieć ze sobą 6 funtów, samochody nie są na wodę.

Początki kariery na Wyspach.. Nie było lekko..
Początki kariery na Wyspach.. Nie było lekko..

Komuś zawiało grozą, bo mnie i owszem. Myślałyśmy, że jak się Panna Skwaszona prześpi, to jej przejdzie, ale nic z tych rzeczy. Nazajutrz już o 4 rano byłyśmy zwarte, gotowe i spakowane na pierwszy dzień w pracy na stanowisku kontrolerek jakości. Nikt nas oczywiście nie poinformował, że droga do pracy to prawie 1,5 godziny, z kierowcami tak zmęczonymi, że za kółkiem to najlepiej by  sobie drzemkę przycięli. Ta droga była jak z koszmaru i nie dlatego, że wyboista. Po autostradzie gość zapierdzielał, że aż bałam się na licznik spojrzeć, a do tego ścisk i zapach starych skarpet, pomieszanych ze świeżo zjedzoną cebulą i trzema dniami odpustu od prysznica. Matko i córko! A to dopiero początek!

Jakoś dojechaliśmy na miejsce. Jazda, to się dopiero dla nas zaczyna. Nie dość, że nikt z nami w aucie nie chciał rozmawiać, to i na miejscu nie było lepiej. Panna Skwaszona pobiegła gdzieś prędko zostawiając nas na pastwę gapiących się krzywo mężczyzn i kobiet niewiadomego pochodzenia. I choćbym się bardzo starała to języka polskiego usłyszeć nie mogłam. Wybiła 6 i wszyscy rozeszli się do pracy.

Jak to wszystko wyglądało? Wyobraź sobie przepiękne pola i sady. Między nimi szumiącą gdzieś w oddali rzeczkę. Działa na wyobraźnię? No to powiem Ci, nic z tego tam nie było! Ha! Mam Cię! Ogromne magazyny, traktory, ciężarówki, ludzie w odblaskowych kamizelkach i kaskach, skrzynie pełne jabłek, palety pełne truskawek i czereśni, krzyki i pogwizdywania. Witamy w pracy, aż się ciśnie na usta! A my stoimy pośrodku wszystkiego i bladego pojęcia nie mamy co tu robimy.

Błoga nieświadomości! Wróć!
Błoga nieświadomości! Wróć!

Wraca ona. Panna Skwaszona. Postanowiła pokazać kawałek miłosiernego serduszka i zaczęła oprowadzać nas po firmie. Magazynów chyba z pięć, a w nich kolejne działy i stanowiska. I żeby Wam się to przypadkiem z wycieczką nie pomyliło. Później sprawdzę ile zapamiętałyście. Jeśli kiedykolwiek zobaczę Was z jakimkolwiek owocem w ustach przy stanowisku pracy, możecie być pewne, że stracicie robotę. Przy okazji (i tu pokazała nam ogromną skrzynię z pięknym jabłkami, a każde piękniejsze od poprzedniego) nie radzę tego jeść. To leży tu już  jakieś trzy lata i nawet nie myśli o tym, żeby zgnić. Bierzcie przykład!

Miłe przywitanie, co? Panna Skwaszona doszła jednak do wniosku, że nie powinnyśmy zaczynać od wysokiego stanowiska, tylko od samej linii produkcyjnej. Hola, hola, przecież my tu owoców nie produkujemy, prawda? Ale będziemy przygotowywać je do dystrybucji w przepięknych, idealnie zważonych porcyjkach, prosto na półki największych angielskich marketów. Jako kontrolerki jakości będziecie dbały o to, żeby produkt był najwyższej jakości, a ewentualna wpadka będzie nas kosztować jakiś 25 tysięcy funtów. Odechciało się wysokiego stanowiska? Tak myślałam – dodała z nieprzejednanie bezczelnym uśmiechem. Teraz to ja Was podstaw nauczę..

Cierpliwości, ciąg dalszy już w przyszłym tygodniu.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz