Gdzie zjeść w Murcji?

Muszę przyznać, że uwielbiam hiszpańską kuchnię! Lekko oszalałam na punkcie tapas i do tego kocham owoce morza! Nie ma więc chyba dla mnie lepszego miejsca, prawda? Gdzie zjeść w Murcji, a gdzie raczej nie? Podpowiadam!

Delicias De Paris – tapas z przepięknym widokiem

Pierwsza knajpka do jakiej wstąpiłam w Murcji to Delicias De Paris. Śmieszna sprawa, bo co mnie podkusiło na Paryż na południu Hiszpanii? Bardzo proste! Rekomendowane w Internecie knajpy były zamknięte o godzinie 14, więc postanowiłam poszukać jakiegoś niedrogiego miejsca w swojej okolicy. Okazało się, że mogę wybierać w małych knajpkach koło domu, ale żadna z nich nie jest nawet w połowie z hiszpańskim jedzeniem. Jest kebab, jest sushi, jest pizza, jest kawiarnia ze słodkościami, jest knajpka tajska! Poszłam więc w kierunku miejsc typowo turystycznych, czyli oddalonych od mojego mieszkania jakieś 3 minutki drogi piechotą.

Na placu przy samej katedrze jest ich jakieś pięć, nie mówiąc o tych, które ją otaczają. Wszystko w słońcu i jak na patelni. Oczywiście są tam daszki i zadaszenia, ale tłumu też było! Znalazłam jeden stolik w cieniu,  zobaczyłam dużą tabliczkę z wypisanymi nazwami przeróżnych tapas i zdjęciami talerzy z owocami morza i usiadłam. Ku mojemu zdziwieniu kelner podszedł do mnie z szybkością błyskawicy i w dodatku bardzo dobrze mówił po angielsku. Zamówiłam zimne piwo (2,20 za pół litra) i trzy najlepsze, bardzo lokalne  przystawki rekomendowane przez kelnera.

Dostałam więc hiszpański omlet ziemniaczany, grillowaną ośmiorniczkę, i krewetkę zapiekaną w boczku i owiniętą w plasterek cukinii. Nie było źle. Mimo przepełnienia knajpy turystami i lokalnymi swoje małe dania dostałam dość szybko. Wcześniej mieszkałam z parą Hiszpanów, więc miałam okazję smakować prawdziwego, puchatego omlecika z mnóstwem dodatków i przypraw. Ten był jakiś taki suchy i bez polotu. O wiele lepiej wypadła ośmiornica, podawana oczywiście z grubym plastrem cytryny. Wyglądała jak jakiś mini torcik i właśnie ten rozmiar to jedyna rzecz, do której można było się przyczepić. Krewetka była pyszna, bo soczysta, a boczek świetnie wysmażony i do tego cukinia nasączona lekko w soku z cytryny. Trochę później poczekałam na rachunek, ale i tak nigdzie mi się nie spieszyło, w dodatku siedziałam pod samą katedrą!

Lokalizacja: Plaza del Cardenal Belluga, 7

Cena za jedzenie: 6 EURO (+0,60 za zamawianie na tarasie)

Cena za piwo: 2,20 EURO

Moja (subiektywna) ocena: 4/5

El Jardín de los Dragones – wegetariańska gratka

Jestem strasznym mięsożercą i nie wyobrażam sobie własnej lodówki bez mięsa! Różnego. Każdego. Nie wszyscy są jednak tacy jak ja. W życiu w wegetariańskiej knajpie byłam razy dwa, sto lat temu i to w Sankt Petersburgu i dość niedawno w Murcji. Koleżanka z pracy obchodziła urodziny, a że nie je mięsa to zaprosiła nas do sprawdzonej przez siebie wcześniej restauracji El Jardín de los Dragones. Znajdziesz tam dania wegetariańskie, wegańskie, bez glutenu.

Muszę przyznać, że knajpka wygląda mega uroczo, a obsługę mają bardzo sympatyczną. Byliśmy dość sporą grupą i prawie każdy zamówił coś innego, a co za tym idzie widziałam kilka ładnych i smakowicie wyglądających talerzy. Nie byłabym sobą, gdybym nie zamówiła hamburgera! Zawsze byłam ciekawa jak smakuje bez mięsa, chociaż sama idea jest dla mnie odrobinę zabawna. Hamburger był naprawdę spory, a do tego serwowany był z frytkami i do tego był bardzo, bardzo smaczny.

Lokalizacja: Simón García 57

Cena za jedzenie: 7,50 EUR

Cena za piwo: 1,60 EUR (małe piwo)

Moja (subiektywna) ocena: 4,5/5

Mesón de Murcia – droga tradycja

Znalazłam się tam z koleżanką i to całkiem przypadkiem. Szukałyśmy całkiem innej knajpy, ale zabrakło nam cierpliwości. Nie byłyśmy wielce głodne, ale skusiłyśmy się na tapas – do piwa jak znalazł! Oczywiście uwielbiam owoce morza, więc u mnie padło na kalmary w sosie pomidorowym i dodatkowo ostre pieczone ziemniaczki. Koleżanka wzięła typową dla Murcji przystawkę zwaną marinera (sałatka rosyjska z ziemniakami, tuńczykiem, jajkiem, oliwkami, serwowane na czymś w  rodzaju precla i plasterkiem sardeli na wierzchu) i wieprzowinę w sosie.

Nie była to uczta stulecia, ale zjeść się dało. Ogólnie knajpka nie jest za duża – na zewnątrz mają więcej stolików niż w środku. Do tego trafiłyśmy na wyjątkowo miłego kelnera, który niestety nie mówił po angielsku, ale bardzo się starał zrozumieć nasz hiszpański. Wydaje mi się jednak, że ceny mają o wiele za wysokie, bo 4,5 EUR za maleńką porcyjkę kalmarów i 3 EUR za talerzyk ziemniaczanych talarków to odrobinę za dużo.

Lokalizacja: Plaza Flores 6

Cena za jedzenie: 7,50 EURO

Cena za piwo: 3 EURO

Moja (subiektywna) ocena: 2,5/5

The Good Burger – nigdy więcej

Nie lubię mówić źle o miejscach i raczej wolę coś polecić. No nie tym razem. Tym razem polecę Ci trzymać się od tego miejsca z daleka. Niektóre z pozycji w menu wyglądają imponująco, ale za burgera w tym miejscu nie dałabym nawet połowy tej ceny (4,5 EUR). Ogólnie rzadko się zdarza, że kotlet w burgerze jest większy niż bułka i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że nie smakował dobrym mięsem, a do tego był przypalony z jednej strony. Ale to jeszcze nic!

Poszliśmy tam  po pracy na małą kolację i koleżanka wegetarianka zamówiła sałatkę, która do końca wegetariańska nie była. Znalazła w niej bowiem ogromnego (spasionego) pełzającego po liściu robala! Pan tłumaczył, że wszystko jest tak świeże, że nawet to żyjątko miało na to ochotę! Raczej mnie to nie przekonało i aż boję się pomyśleć, z czego zrobiony był mój kotlet! Wrrrr! The Good Burger? Mimo iż knajpa wygląda na wiecznie pełną ludzi, ja mówię jej nie, stanowcze nie!

Lokalizacja: Calle Enrique Villar 15

Cena za jedzenie: 4,5 EURO

Cena za piwo: 2 EURO

Moja (subiektywna) ocena: 0/5

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz