10 powodów, żeby nie jechać, czyli stanowcze nie dla Erasmusa

Stanowcze nie dla Erasmusa, czyli programu wymiany studentów! Od teraz i na zawsze! Po co się kłopotać, żeby studiować w innym kraju? Przecież to nie ma większego sensu.

Masz zamiar iść na studia? Może już studiujesz? Zastanawiasz się nad kolejnym kierunkiem? Myślisz o wyjeździe? Czy jest sens brania udziału w takich programach? Podam Ci 10 powodów, dla których nie warto jechać na Erasmusa! Wierz mi, sprawdziłam to na własnym tyłku!

Program Erasmus to chyba najczęściej wybierana opcja wyjazdowa wśród studentów. Na każdym etapie studiów, należy się każdemu delikwentowi 12 miesięcy mobilności. Jeśli więc robisz licencjat, po ukończeniu pierwszego roku możesz wyjechać na studia, bądź praktyki. Na magisterce nie musisz czekać, bo wyjazd należy się od pierwszego roku. To samo dotyczy studentów na doktoracie. Biorąc pod uwagę fakty, można wnioskować, że na pięć lat, tylko trzy spędzisz na swoim uniwerku, a łącznie możesz studiować na czterech uczelniach, w różnych miejscach w Europie.

Porto, Portugalia.

Pytanie tylko po co?

Oto 10 powodów, żeby nie jechać, czyli stanowcze nie dla Erasmusa: 

1. Szukanie igły w stogu siana, czyli znajdź uniwerek

Ok. Jakimś cudem udało Ci się skończyć pierwszy semestr studiów pierwszego stopnia. Trochę zaczęło Ci się to wszystko nudzić i przez przypadek natykasz się na ogłoszenie dotyczące wyjazdu na studia za granicą. Siadasz przed kompem i zaczynasz szukać. Okazuje się, że możesz wyjechać (prawie) wszędzie! I zaczynają się schody! Jest tyle możliwości, że dostajesz oczopląsu i nie masz pojęcia, co zrobić.

2. Konieczna wysoka średnia, czyli trudności z wyjazdem

Zapomniałabym wspomnieć. O tym wyjeździe trzeba pomyśleć chyba już przed maturą, bo sprawa jest taka, że jadą tylko studenci z najwyższą średnią. Do tego należałoby się być w jakimś kole naukowym, zasiadać w jakiejś radzie studenckiej, albo być na trzech naukowych konferencjach. Do tego oczywiście język angielski/inny na wyższym poziomie, niż ten podstawowy. Najlepiej z certyfikatem. No tak, zapomniałabym wspomnieć.

Praga. Czechy.

3. Papierologia stosowana, czyli inny wymiar

Od czasu do czasu miewasz koszmary. Śni Ci się, że jesteś w Rzymie i ściga Cię mafia! Nagle znajdujesz się w Berlinie i masz dziwne wrażenie, że ktoś Cię śledzi. Zachodzisz więc do pobliskiej knajpy, a tam wszyscy mówią po czesku. Zamawiasz więc piwo, a że jest piękna pogoda, to wychodzisz z nim na świeże powietrze i… Znajdujesz wolny stolik z widokiem na Moulin Rouge! W sumie podoba Ci się ten widok, aż tu nagle podchodzi do Ciebie ktoś, kto mówi po hiszpańsku i w tym samum momencie przenosisz się do wyśnionej Barcelony! Budzisz się i już wiesz, gdzie chcesz wyjechać. Sprawa nie jest jednak taka piękna, bo przychodzi czas, żeby zmierzyć się z rzeczywistością, czyli całą stertą papierów do wypełnienia. Test i kwalifikacje językowe, podpisy koordynatorów i Dziekanów, ubezpieczenie na wyjazd, wybieranie przedmiotów, różnice programowe! I do tego ta pani od Erasmusa! Komu by się chciało!

4. Kredyt na wyjazd, czyli ile stracisz zanim wyjedziesz?

No dobra. Jakoś się to wszystko przebrnęło! Papiery wypełnione, rozmowy kwalifikacyjne za Tobą, teraz tylko czekać, jak na nowym koncie walutowym, o którym wcześniej nie miało się pojęcia, wylądują wymarzone Euro! Niestety bywa tak, że pieniążki na wyjazd wpadną do Twojej kieszeni na tydzień przed wylotem. A przejazd, prowiant i zaliczkę za mieszkanie przydałoby się załatwić odrobinę wcześniej. Trzeba więc na szybko pożyczać od rodzinki, albo na szybko ogarnąć dobrze płatną robotę, najlepiej 24 godzinę na dobę, siedem dni w tygodniu, przez trzy miesiące. Nie masz tyle? No cóż, to chyba kolejny powód, żeby zostać w domu!

Wiedeń. Austria.

5. Stres przedwyjazdowy i dlaczego warto go uniknąć

Na ostatnich resztkach sił kończysz sesję egzaminacyjną. Masz już kontrakt z wymarzoną uczelnią, konto walutowe i wciąż szlifujesz język, bo to siara tak z A2 jechać. Dalej jednak nie masz się gdzie zatrzymać, a wszystkie kalkulacje mówią Ci, że akademik jest dwa razy droższy od pokoju w centrum miasta! Do tego druga połówka już od miesięcy za Tobą płacze i po cichu marzy, że stanie się coś okropnego i nigdzie nie wyjedziesz. Dostajesz więc emocjonalnej, psychicznej i rzeczywistej sraczki. Warto?

6. Studia w innym języku, czy to mi potrzebne?

Wszyscy ci, którzy jadą studiować inny język, który już w jakiś sposób ogarniają, są bezpieczni. Sprawa zaczyna się komplikować, jak studiujesz filologię polską, a jedyny inny język, jaki przychodzi Ci na myśl, to staro-cerkiewno-słowiański. Ci od finansów mają nieznacznie lepiej, bo przecież i tak będą liczyć. Studia w innym języku, którego nie używa się codziennie na uczelni, to dodatkowy stres. Pełno nieporozumień, mało wrażliwości ze strony obcych profesorów… Mam kontynuować?

Aveiro. Portugalia.

7. Obca kultura kontra polskie korzenie

Lubisz bigos, schabowego i ziemniaki. Tam jest tapas i owoce morza. Przepadasz za Żubrówką z sokiem jabłkowym. Tam piją wino. Chcesz iść na obiad na miasto. Tam jest sjesta. Chcesz odpocząć w spokoju. Tam pełno turystów. W dodatku będą otaczać Cię obcokrajowcy z całego świata! Weź pomyśl, czy oby na pewno masz na to wystarczająco siły?

8. Pieniądze tylko po ukończeniu semestru

Ha! Psikus! Zapomniałam wspomnieć. Umowę z Erasmusem musisz przeczytać całą. Ten drobny druczek też! Gdzieś tam znajdziesz adnotację, że uniwerek wypłaci Ci część pieniążków, a część dostaniesz po powrocie,  jako gwarancję tego, że nie robisz żadnych wałków! Przekręty to przecież synonim studentów! Pamiętaj, że jeśli wrócisz z wymiany nawet o jeden dzień wcześniej, pani z odpowiedniego działu przyśle Ci stosowne pismo z odpowiednim numerem konta, żeby można było przelać brakujące 13 Euro. Niestety nie działa to w drugą stronę i nawet, jeśli wrócisz miesiąc później, nikt pieniędzy Ci nie da.

Bratysława. Słowacja.

9. Różnice programowe, czyli kolejny czynnik stresogenny

Pamiętasz chyba ile trzeba było się namęczyć, żeby zdać ostatnie trzy egzaminy w sesji? To pomyśl sobie, że przez ten głupi pomysł z Erasmusem, musisz zaliczyć ich sześć. Albo osiem. Tak się składa, że nie musisz znaleźć polskich odpowiedników przedmiotów, które masz do wyboru na uczelni partnerskiej. Ta jednak życzy sobie, żeby zamiast 20 punktów ECTS, mieć 30 punktów, co oznacza jakieś trzy dodatkowe przedmioty w semestrze. Twoi znajomi już się cieszą ze zdanej sesji, a Ty masz wrzesień.

10. Zero perspektyw na przyszłość!

OK. Wracasz z Erasmusa. Musisz kłamać, że wszystko było pięknie, ale dalej kserujesz notatki od koleżanek i kolegów ze swojej uczelni. Opalenizna zrobiła na nich wrażenie, ale to by było na tyle, bo ona zblednie, a Ty zostaniesz z nadrabianiem semestru. Zanim pojedziesz pomyśl jedną chwilę. Jakie widzisz korzyści dla siebie z takiego wyjazdu? Czy pomoże Ci on w późniejszym szukaniu pracy? A jak pracodawca pomyśli, że nic nie robisz, tylko całe życie w głowie Ci balangowanie i zmiana miejsc zamieszkania? Pomyśl. Skutki takiego wyjazdu mogą być tragiczne i słaniać się cieniem na Twojej przyszłości. Dalej chcesz jechać? Powodzenia!

Ołomuniec. Czechy.

Pamiętaj, stanowcze nie dla Erasmusa

Dowiedz się więcej z pierwszej ręki:

Erasmus Czechy (studia)

Erasmus Portugalia (praktyki)

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz